Zauważyłem, że dużo ludzi zakochuje się w miejscach, które były ich pierwszym kierunkiem wyjazdowym. Moi znajomi, którzy jako pierwszy cel wybrali USA, mają sentyment do USA, inni którzy wybrali Azję, zostawili serce w Azji. Po części jest to także prawda w naszym przypadku. Nasz pierwszy dalszy wyjazd, czyli Meksyk i Kuba sprawił, że do obydwu tych miejsc mamy ogromny sentyment. Mówię po części, ponieważ jeszcze przed jakimkolwiek wyjazdem Paula czuła, że jej miejsce to Ameryka Południowa, ja natomiast czułem, że moje to Ameryka Północna. Na szczęście istnieje Ameryka Środkowa, więc kompromis jest możliwy.
Wróćmy jednak do tematu Azji i miłości do niej. Jeśli Azja jest twoją pierwszą dalszą destynacją, z dużym prawdopodobieństwem staniesz się miłośnikiem tego kierunku. Jeśli jednak nie jest to twoja pierwsza podróż (a tak było w naszym przypadku), to niestety… Być może zakochasz się w Azji, ale następnym razem.
Pierwszy wyjazd do Azji jest zawsze bardzo elektryzujący. Mówię o Azji Południowo-Wschodniej. Wszędzie słyszymy o przyjaznych ludziach, łatwości podróżowania, pięknych plażach i świetnych krajobrazach. O kuchni i koszcie podróży już nawet nie wspomnę. Rzadko kiedy ktokolwiek wspomina jednak o trudnościach. Kiedy mówi się o Ameryce Południowej, zawsze gdzieś przewinie się temat bezpieczeństwa. W przypadku Afryki, ktoś wspomni o malarii. W przypadku USA niejeden powie, że to kupa betonu. A Azja? Kraina idealna. Dlatego poprzeczka w większości przypadków podniesiona jest naprawdę wysoko.
Azja ma też jednak swoje słabe strony. To kraina ludzi przyjaznych. Zgadzam się. Nigdy się nie baliśmy o to, że ktoś nas okradnie albo napadnie. Jest tu jednak mnóstwo cwaniaczków. Oszukają cię sto razy a zorientujesz się tylko w połowie. W wielu przypadkach przytną cię na dwa złote, więc machniesz ręką, ale te 2 złote mogą się zebrać w porządną kwotę. W bardziej turystycznych krajach, jak np. Tajlandia, tubylcy są już też dość zmanierowani i nie chcą się targować. Wiedzą, że jak odeślą cię z kwitkiem, to pewnie i tak przyjdzie jakiś mieszkaniec Europy Zachodniej i zapłaci trzykrotność stawki, którą ty, Polaku, oferowałeś. Nie ma więc sentymentów. Szkoda tylko, że są przy tym czasem niegrzeczni. Poza tym Azja jest mocno syfiasta. Brud na ulicach, mnóstwo karaluchów, czasem szczury, zapach zgniłego mięsa. Jeśli jesz street-food, to zwróć uwagę, jak po twoim poprzedniku umyto talerze i sztućce. Są z reguły zanurzone w misce z wodą i resztkami jedzenia.
Kiedy stykasz się z tym pierwszy raz, myślisz – o co chodzi. Miałem być w niebie, a jestem na ziemi. Tak się też czuliśmy. Kiedy piszę ten tekst, jestem w samolocie do Australii. Właśnie opuściliśmy Azję. Spacerując wczoraj po Kuala Lumpur, nijakim mieście, które chyba jeszcze szuka swojej tożsamości, stwierdziłem, że Azja jest dobra. Lecąc do Kuala Lumpur nie myślałem, że to raj. Spodziewałem się bałaganu i smrodu. Oczywiście to dostałem. Bałagan, smród plus Petronas Towers. I percepcja była zupełnie inna. Idąc tym miastem z sentymentem moje myśli wracały do braku zasad na azjatyckich ulicach, street-foodu, który Sanepid zamknąłby już zaraz, do tych kilku dni na Bali, które nie jest rajską wyspą, a kulturalną kolebką Indonezji. Pomyślałem sobie, cholera było naprawdę fajnie.
Dlatego też, jeśli byłeś gdzieś daleko przed Azją, to być może się w niej zakochasz, ale po chwili. Jak opadną z ciebie wszystkie wyobrażenia i stworzysz swój własny pogląd. Myślę, że mój kolejny wyjazd do Azji może podnieść ten kierunek w moim prywatnym rankingu. Czy się zakocham? Kto wie. Póki co zakochałem się w tutejszej kuchni. To jest coś, co cię na pewno nie zawiedzie i opinie o niej nie są przesadzone.

