W tym roku nasza wigilia miała nieco inny wymiar niż zeszłoroczna. Po pierwsze była podwójna, bo spędziliśmy ją razem w naszych dwóch rodzinnych domach, a po drugie, kupiliśmy nasze pierwsze bilety. W końcu! To się stało – mamy bilety, już prawie wszystkie. Ruszamy 31 stycznia 2014!
Po kilku miesiącach rozmów, budzenia się i zasypiania z jednym tematem w głowie, mamy już taki prawdziwy początek naszej wyprawy. To jest mniej więcej takie uczucie, kiedy po obronie, wychodzicie z sali i jest takie hurra! – mam dyplom. To u nas było takie – hurra!!! To się w końcu zaczęło, tak naprawdę! Mamy bilety!
Udało nam się zmontować wszystkie połączenia w bardzo przystępnej cenie, oczywiście relatywnie do ilość miejsc, które odwiedzimy w takim krótkim czasie. A to wszystko dzięki Maćkowi, który ostatnie wieczory poświęcił się całkowicie szukaniu jak najlepszych ofert lotniczych. Ja byłam tylko konsultantem, który rozwiewał jakieś drobne wątpliwości. To Maciek odwalił kawał dobrej roboty.
Bilety są! Co dalej?
Do wylotu mamy miesiąc. W ciągu tego czasu, musimy jeszcze dużo zrobić. Przede wszystkim musimy się wiele dowiedzieć o krajach, do których lecimy. Trochę już wiemy, bo planując trasę, czytaliśmy o miejscach, które na pewno odwiedzimy, ale to jeszcze za mało. Zostaje też kwestia noclegów, które na pewno częściowo załatwimy dzięki Couchsurfing’owi, ale nie wszędzie będzie taka możliwość. Za pewne też wiele z nich będzie spontanicznych, w hostelach czy hotelach. Kolejna sprawa to formalności, wizy, ubezpieczenia i dodatkowe szczepienia (chociaż większość już na szczęście mamy).
Potem zostanie nam już tylko spakować się i ruszyć w drogę. Czy się boimy? Pewnie, że tak. Ale tylko przełamując strach robi się krok do przodu, wychodzi ze strefy komfortu i spełnia marzenia.
To będzie magiczny czas – czas spełniającego się marzenia, czas przygody i inspiracji.

