Wieczne, wilgotne Miasto

Wieczne, wilgotne Miasto

Od początkowego etapu naszej podróży, jakim był tylko lot do Rzymu, nie oczekiwaliśmy zbyt wiele. Na szczęście mile się zaskoczyliśmy.

Zaczęło się od konieczności stawienia czoła warunkom pogodowym w Białymstoku. Minus 16 i mocny wiatr. To niby nic takiego, ale mieliśmy tylko lekkie softshelle. Nie było sensu brać zimowych kurtek do Afryki.

Następnie w drodze do Warszawy zorientowaliśmy się, ze zapomnieliśmy ręczników. Zanim sobie to uświadomiliśmy, cały czas mieliśmy wrażenie, że czegoś zapomnieliśmy. Paradoksalnie, kiedy uzmysłowiliśmy sobie brak ręczników, poczułem się lepiej. Najgorsza była myśl „czegoś zapomniałem, czegoś zapomniałem – tylko czego”. „Zapomniałęm ręcznika” jest konkretem. Mogę podjąć jakąś akcję. W przypadku niepewności „czegoś zapomniałem” mogę co najwyżej „o czymś pamiętać”.

W Rzymie padało. Mocno. Na tyle mocno, że zrezygnowaliśmy ze zwiedzania. Nie bolało nas to za bardzo, bo kilka razy już tu byliśmy. Zdecydowaliśmy więc, że udamy się do Lorenzo, u którego mieliśmy się zatrzymać na noc. Nie mieliśmy jednak mapy i nie mogliśmy znaleźć żadnego hot spotu, żeby sprawdzić droge w Internecie. Udało nam się jednak zrobić zdjęcie mapy w jednej z księgarni. Po kłopocie. Trochę pobłądziliśmy, ale dotarliśmy na miejsce.

Początek może był trochę pod górkę, ale finalnie wszystko świetnie się ułożyło. W jednym ze sklepów spożywczych akurat była promocja na ręczniki, deszcz w końcu przestał padać. Lorenzo przygotował nam przepyszną kolację – bruschetta i pasta. Rozmawialiśmy o Rzymie, Rzymianach i Rzymiankach.

Ciekawe jest to, że Włosi są bardzo przywiązani do swoich matek i bronią ich mocniej niż swoich żon. Ciekawe jest też to, że Włoszki są nieszczęśliwymi kobietami i twierdzą, że „wszyscy Włosi to dupki”. Jakby tego było mało, za ścianą (dosłownie) mieliśmy koreański kościół, a koreański kapłan mieszkał pod nami.

Morał z tego jest bardzo prosty. Żadne drobne przeciwności, takie jak brak ręcznika czy deszcz nie mogą sprawić, że stracisz optymizm. Zawsze wychodzi słońce i w końcu siedzisz na pięknym rzymskim tarasie, pijesz wino i myślisz „życie jest piękne”.

Podróż jest piękna.

p.s. Na zdjęciu widzicie jedną z szafek Lorenzo. Przypominała makaronowe stoisko w Biedronce