Pewnie domyślna odpowiedź na pytanie, jakie powyżej postawiłem, brzmi „TAK”. Jest to społecznie akceptowane podejście. Trzeba mieć zasady jako człowiek, trzeba mieć zasady jako społeczeństwo i organizacja. Wtedy wszystkim żyje się łatwiej. Z reguły.
Przyjazd do Singapuru był złapaniem oddechu po kilkunastu dniach w Tajlandii i Kambodży. To wciąż Azja, ale bardziej europejska. Jest czysto, bogato, wielokulturowo. Inny świat. Kiedy raz położyłem się na ziemi, żeby zrobić zdjęcie, pomyślałem, że ta ziemia była czystsza niż niejeden talerz, z którego jadłem kilka dni wcześniej.
Ludzie w Singapurze wydawali się bardzo pomocni. Jeden mężczyzna pożyczył nam telefon, żebyśmy zadzwonili do znajomego. Podwiózł nas też samochodem. Ludzie rozmieniali nam pieniądze, kiedy potrzebowaliśmy drobnych. Wszystko to takie zasady dobrego wychowania.
Singapur to ogólnie miasto zasad. Nie można tu żuć gumy. Jest to karane. Nie można jeść w metrze, chyba że ma się w portfelu o 1500 zł za dużo. Za narkotyki jest kara śmierci. Generalnie nikt się tu nie patyczkuje. Zasady to zasady.
Singapur to jedno z najbogatszych państw świata, wciąż rozwijające się w bardzo szybkim tempie. Zarobki są wysokie. Ludzie są dumni z powodu bycia Singapurczykami. Nie ma tu przestępczości. Ludzie żyją w harmonii – zgodnie z zasadami.
Raj?
Ostatniego dnia mieliśmy lot o 16:00. Było więc wystarczająco dużo czasu, żeby z rana pospacerować po mieście. Pojechaliśmy do centrum z bagażami. Nie mamy ich dużo, ale zawsze lepiej te dwa plecaki gdzieś zostawić i poruszać się swobodnie. W Singapurze na dworcu nie ma przechowalni bagażu. Pomyśleliśmy jednak, że na pewno da się zostawić plecaki w którymś z hoteli. Ludzie są tu przecież bardzo pomocni.
Pierwszy hotel – „przykro mi, przechowalnia jest tylko dla gości”.
Drugi hotel – „niestety nie mamy takiej pozycji w cenniku jak przechowywanie bagażu”.
Trzeci hotel – „jeśli nie jesteście Państwo naszymi gośćmi, nie możemy tego zrobić”
Biuro podróży – „niestety nie możemy”, „dlaczego?”, „to po prostu niemożliwe do zrobienia”.
Cholera (delikatnie mówiąc)! Rozumiem, że nie chcą dopuścić do sytuacji, że pół miasta zostawia siatki z zakupami na czas spaceru, ale bez przesady. Chcieliśmy za to normalnie zapłacić. Poza tym chodzi tu o zwykłą przysługę… W Portugalii pozwolili nam zostawić plecaki w szkole, w Grecji właścicielka hotelu nie robiła nam najmniejszego problemu i nie wzięła ani grosza.
Takie są jednak zasady w Singapurze. Hotel to hotel, nie przechowalnia. Hotel może pomóc gościom, nie przechodniom. Jeśli takiej pozycji nie ma w cenniku to znaczy, że jej wycena jest NIEMOŻLIWA! To nic, że stoi przed dwoje ludzi zdychających z gorąca z dwudziestoma kilogramami balastu. Odpalantuj ich. Takie są zasady.
Zasady bardzo pomagają żyć. Na pewno dzięki nim Singapur jest tak bogaty. Na pewno dzięki nim żyje się tam bardzo dobrze. Ludzie i sytuacje są jednak zbyt złożone, żeby zamknąć je w prosty kodeks. Wiem, że prawo musi tak działać. Musi być obiektywne. Ale mówimy tu o zwykłej przysłudze, życzliwości, która nikomu nie wyrządza krzywdy, a może pomóc. Postawmy w takich sytuacjach dobro człowieka ponad zasady. To jest zasadnicza sprawa.

