Wschodnie Wybrzeże USA to rejon ogromnych metropolii, z których Nowy Jork króluje nad wszystkimi i tworzy niesamowity klimat – jest dokładnie taki, jakim widzimy go w filmach.
Mieliśmy to szczęście kupić bilet lotniczy na trasie Genewa – Nowy Jork – Mediolan za 150 zł. Podróż była długa, bo najpierw polecieliśmy do Mediolanu, żeby wsiąść do pociągu do Genewy. Lot do Nowego Jorku był, owszem, z Genewy, ale z przesiadką w Rzymie. W każdym razie w końcu wylądowaliśmy w mieście, które nigdy nie śpi.
No i faktycznie nigdy nie śpi. Metro jeździ całą dobę, przed północą na Times Square jest taki tłum jakby co najmniej mieli tam za chwilę rozdawać darmowe burgery. Nasz wyjazd był jednak nie tylko wyjazdem do Nowego Jorku, a małą objazdówką po Wschodnim Wybrzeżu.
Kilka razy w roku można kupić bilet do NYC za około 800 zł.
Zaczęliśmy jednak od NYC. Uczucie, kiedy widzi się panoramę Manhattanu już z okna samolotu, który wylądował jest niesamowite. Przylecieliśmy dość późno, więc pierwszego dnia po prostu przemieściliśmy się w rejon Astoria Park, gdzie mieliśmy nocleg. Drugi dzień to było już wielkie „wow”. W każdym miejscu na Manhattanie można dostać skrętu szyi od patrzenia w górę. Dużo ludzi mówi, że Hong Kong, czy Dubaj ma wyższą i nowszą zabudowę. Co z tego. W Nowym Jorku piękne jest to, że te drapacze chmur są stare i betonowe. To wygląda jak kolebka nowoczesnego świata i to jest takie elektryzujące.
Od razu widać też, że to duża metropolia. Podczas jednej przejażdżki metrem spotkaliśmy mężczyznę owiniętego od pasa w dół workiem na śmieci. Chyba zwrócił tylko naszą uwagę. Z jednej strony „freedom”, z drugiej strony można użyć innych określeń. Miejsca, które zwalą was z nóg to na pewno widok z Top of the Rock. Tak jak każdy, zastanawialiśmy się, czy wjechać na Top of the Rock czy na Empire State. Wybraliśmy to pierwsze z prostego powodu. Jeśli wjedziesz na Empire State – nie widzisz Empire State. Dobrym pomysłem jest prom na Staten Island. Prom jest darmowy. Przepływa obok Statuy Wolności i pozwala zobaczyć panoramę Downtown.
Jeśli musisz wybrać między widokiem z Empire State i Top of the Rock – wybierz TOTR.
To co jednak nadaje cały klimat to wszechobecna komercja. Ogromne billboardy, neony, reklamy. Tu McDonald’s, tam Dunkin’ Donuts. Gdzie indziej reklamy spektakli na Broadway’u. Człowiek czuje się jakby grał rolę w filmie, który lubił za młodu. No i Brooklyn Bridge. Zresztą co tu dużo gadać – wystarczy odpalić Google Grafika i zobaczyć. Najlepsza recepta na zwiedzanie Nowego Jorku to chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić. Nie zapomnijcie też o Chinatown (świetne jedzenie), Public Library, Grand Central Terminal (chociaż jest trochę przereklamowany) i Central Park.
Jedna sugestia – jeśli lecicie zimą, tak jak my, weźcie naprawdę ciepłą kurtkę. Wiatr wieje tam szybciej niż latające nad JFK samoloty. I jest zimny. Bardzo zimny.
Pojedź do Astoria Park i popatrz na miasto z dystansem.
Byliśmy też w Bostonie. Miasto zdecydowanie spokojniejsze i ułożone. W irlandzkiej dzielnicy North End czuć powiew Europy. Trzeba też zahaczyć o Quincy Market. Poza tym – jak większość amerykańskich miast – dobre na 1 – 2 dniowy spacer (chyba, że ktoś lubi galerie, muzea, shopping itp.).
Mieliśmy też to szczęście kupić bilety z Nowego Jorku do Philadelphi za 1 dolara. Phily to dobre miejsce (ale podobnie jak w przypadku Bostonu 1 dzień wystarczy). Kiedy wysiedliśmy na dworcu autobusowym i zapytaliśmy ile czasu idzie się do Downtown, otrzymaliśmy odpowiedź „You don’t want to walk that long”. Poszliśmy. 40 minut w jedną stronę. Facet, od którego dostaliśmy radę pewnie uznał nas za opętanych. Wizyta w Liberty Hall, historia Liberty Bell i jedziemy dalej.
Boston i Philadelphia są dobre na jednodniowe wypady.
Kolejnym celem był Wodospad Niagara. Żeby się tam dostać musieliśmy polecieć do Buffalo. Straszna dziura. Jedyne co było tam ciekawe to przecenione buty w FootLockerze. Z Buffalo na szczęście jeżdżą autobusy do Niagara Falls. Podróż autobusem trwała chyba ponad godzinę. Co minutę (nie przesadzamy) któryś z pasażerów wciskał przystanek na żądanie. Po co 10 osób ma wysiąść w jednym miejscu i podejść 100 metrów do domu, skoro można podjechać pod drzwi. W Niagara Falls (mieście) prawie wszędzie słychać szum wodospadu i widać wodną mgiełkę. Ta mgiełka świetnie wygląda, ale jak uderza w twarz schłodzona do kilku stopni to nie budzi już takiej sympatii. Zdecydowanie warto przejść się do Kanady i zobaczyć wodospad stamtąd, szczególnie nocą. Przechodzi się tylko przez most – nic to nie kosztuje.
Niagara robi wrażenie, chyba że widziałeś Iguazu.
Wyjazd na Wschodnie Wybrzeże to jak zagranie głównej roli w filmie, bo wszystko wygląda tam jak w filmowych produkcjach. Jeśli od zawsze, z jakichkolwiek powodów, chciałeś polecieć do Nowego Jorku, to bądź pewien jednego – nie zawiedzie Cię.

