Początkowo zakochaliśmy się w tajskich kolejach. A dokładniej w cenie biletu. Nasz pierwszy przejazd z Bangkoku do Aranyaprathet (6 godzin) kosztował 5 zł, drugi przejazd z Bangkoku do Ayutthai (2,5 godziny) 1,50 zł i trzeci przejazd z Bangkoku na lotnisko Don Mueang 50 groszy. Jak tu nie kochać takiego przewoźnika? Oczywiście coś za coś.
Bilety, o których napisałem powyżej, to bilety na trzecią klasę. Nie drugą. Trzecią. Pewnie od razu myślisz, że to musi być dużo gorsze od naszej krajowej drugiej klasy. Niekoniecznie. Tajską trzecią klasę porównałbym do naszych Inter Regio. Jest oczywiście kilka różnic.
Pierwsza z nich jest taka, że nikt się raczej nie pcha do wejścia. Nikt nie wrzuca torby ani sam nie wskakuje przez okno (pamiętam te świąteczne, studenckie powroty do domu). Pamiętam zabity peron i setki ludzi odmawiających pacierz w intencji blisko zatrzymanych drzwi pociągu. Co prawda w Tajlandii nie ma teraz świąt, ale myślę, że i wtedy jest w miarę kulturalnie.
Jedna z zasad, jaka tutaj panuje, to wszystkie szyby w dół. Total przewiew podczas jazdy. Kłopot jest tylko wtedy, gdy pociąg mknie przez pola, gdzie akurat jest coś wypalane. Wtedy do twojej lepkiej od potu skóry przyklejają się wlatujące przez okno drobinki popiołu i przypalonych gazet. Miałem cichą nadzieję, żeby rolnik, przez którego pole jechaliśmy, nie czytał gazet dla dorosłych. Kto wie co akurat by się przykleiło.
Do opuszczonych szyb świetnym dodatkiem są podwieszone przy suficie wentylatory, które obracają się wokół własnej osi i chłodzą czaszki podróżującym. Z reguły kilka jest zepsutych, ale to naprawdę przydatne urządzenia w tym klimacie.
Podczas przejazdu co chwilę ktoś coś sprzedaje. Pieczony kurczak, świeży ananas, piwo, pepsi, woda – proszę bardzo. Jeden koleś nawet sprzedawał zabawki psów machających głowami. Takie jak u dziadka w polonezie przy tylnej szybie.
Trzecią klasą oczywiście nie podróżują najbogatsi. Widok dziecka, które nie ma butów, kobiety z czarnym „frenczem” (zamiast białego paska smuga piachu pod paznokciem) nie są tu obce. Konduktorzy też bardzo pilnują, żeby nikt nie zajął miejsca np. plecakiem. Kiedy część ludzi nie ma gdzie usiąść, konduktorzy robią kilka rundek po pociągu szukając opcji jak tu towarzystwo trochę ścisnąć.
W wagonach trzeciej klasy nie ma klimy, ale za to są zwyczajni ludzie. Prawdziwi. Z krwi i kości. Kup bilet właśnie na ten wagon. Po pierwsze trochę zaoszczędzisz, a po drugie poczujesz zapach Tajlandii. Nie zawsze jest to zapach aromatycznego dania.
