Lima – zanim poznałam to miasto osobiście, myślałam, że jest spokojniejsze. Lima zawsze kojarzyła mi się z hiszpańskim „calma”, czyli ze spokojem. Kiedy jednak po raz pierwszy wyszłam na ulicę w centrum, zmieniłam zdanie o 180 stopni. To szalone miasto. Jak dla mnie bez fajerwerków, ale ma kilka ciekawych punktów, które mogą urzec. No i ten sok z pomarańczy za 1 zł na ulicy.
Plaza de Armas – główny plac w Limie z katedrą w tle. To chyba najprzyjemniejsze miejsce w centro historico.
Graffiti w centrum Limy – żeby w mieście było jeszcze weselej, Peruwiańczycy malują sobie ściany w taki sposób.
Jedna z uliczek w starym mieście
Bazylika Veracruz
Kościół Św. Franciszka
Kościół Santa Rosa
Miraflores – promenada wzdłuż linii brzegowej. Tutaj widok na część restauracyjno-knajpową.
Miraflores. Widok na plażę z promenady. Warto wybrać się tam rano, bo popołudniami często się tam chmurzy i nie jest już tak przyjemnie.
Góra San Cristobal – góra w centrum Limy, na jego niższych partiach mieszkają ludzie. To biedna dzielnica. Wszystkie domy tutaj mienią się na różne kolory.
Widok z San Cristobal na panoramę Limy. W oddali reszta miasta ginie w smogu.
Park Rimac – z niego rozpościera się widok na San Cristobal.
La tienda, czyli sklepik – tak się sprzedaje w Limie na ulicy, w małej budzie z parasolem. Kupisz tu każdy rodzaj słodyczy i słodkie napoje, wodę. W tle taryfa. Poznajesz markę. Tak, to Tico. Robi wrażenie.
W takich i nieco mniejszych autobusach podróżuje się po mieście. Zawsze tłok, zawsze korki, zawsze ktoś wsiada i wysiada co chwilę. Ale nikomu to nie przeszkadza. Wsiadasz, płacisz 1 SOL (odpowiednik mniej więcej 1,1 PLN) i jedziesz ulicami zatłoczonego miasta.














