Skoczyć na bungee czy nie skoczyć? Rzucić pracę i wyjechać w podróż życia czy nie? Zostawić etat i zacząć własny biznes? Zgłosić się do wypowiedzi na szkoleniu czy nie? Przejść na czerwonym świetle czy poczekać na zielone?
Codziennie masa pytań tego typu zaprząta nam głowę. To jest normalne. Jednego dnia, wybór jest prosty, bo wcale nie ryzykowny. Innym razem, wręcz przeciwnie, nie śpimy, nie jemy, bo decyzja, którą podejmujemy wiąże się z wielką niewiadomą. Mamy przed oczami milion konsekwencji i są one zazwyczaj negatywne. Nie potrafimy dostrzec, że tak naprawdę ryzyko poniesienia porażki jest tak samo duże jak ryzyko osiągnięcia sukcesu. Kalkulujemy, oceniamy sytuację i często się wycofujemy. Stwierdzamy, że to nie ma sensu, to nas za dużo kosztuje. Wybieramy drogę prostszą, bez zakrętów. A potem, kiedy podejmiemy już decyzję, wracamy do punktu wyjścia i łapiemy się na tym, że nadal myślimy o tej bardziej ryzykownej ścieżce. I to nie daje nam spokoju. Mogliśmy zaryzykować, odważyć się, a nie zrobiliśmy tego. Dlaczego? Bo strach z nami wygrał.
Co się dzieje, kiedy podejmujemy ryzyko?
Zupełnie inaczej smakuje podjęcie ryzyka. Kiedy ryzykujemy, na pierwszy plan wskakuje ciekawość, a strach się gdzieś za nią chowa. Kiedy podejmujemy ryzyko, czujemy, że możemy góry przenosić. Nie wracamy myślami do opcji nr 1, tej bezpiecznej. Stajemy się silni, bardziej pewni siebie, swoich możliwości. I potem nie ma już tak dużego znaczenia, czy nam się udało. Ważne jest, że zrobiliśmy to, odważyliśmy się. Amerykanie mówią „It is OK to fail”. I mają świętą rację. Jak teraz nam się nie udało, uda nam się następnym razem. Najważniejsze jest to, że zrobiliśmy to. Przekroczyliśmy granicę – „nie da się”. Kolejne razy będą już tylko łatwiejsze.
Skłonność do ryzyka
Każdy z nas ma inną skłonność do ryzyka. Mówi się, że mężczyźni mają większą skłonność do ryzyka niż kobiety. Skąd się to wzięło? Z czasów pradawnych. „Mężczyzna biegnący po zdobycz oraz unikający drapieżników musiał działać szybko. Jego „praca” wymagała skupienia całej uwagi na wykonywanym zadaniu. Dlatego też nie interesowały go nadmiernie szczegóły otoczenia, nie zajmował się podziwianiem piękna mijanych kwiatów ani innych fenomenów przyrody. Był nastawiony na wykonanie zadania i zwracał uwagę tylko na to, co pomogłoby mu osiągnąć sukces lub uniknąć porażki. Porażka często bowiem oznaczała śmierć. Zaowocowało to między innymi specjalizacją półkul mózgowych i większą zdolnością do podejmowania szybkich decyzji, a także większą skłonnością do ryzyka.” (Źródło: hrc.pl). Jednak nie tylko od płci zależy nasza skłonność do ryzyka. Decyduje również o tym nasz temperament. Częściej ryzyko podejmie choleryk czy sangwinik niż melancholik lub flegmatyk.
Jednak niezależnie od tego, czy jesteś kobietą czy mężczyzną, cholerykiem czy melancholikiem, jeśli kiedykolwiek miałeś okazję stawić czoła swojemu strachowi i go przezwyciężyłeś, wiesz jak to smakuje i ile satysfakcji daje. Jeden z moich ulubionych pisarzy tak podsumowuje temat ryzyka:
„Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie.”

