3 miesiące, 6 kontynentów, 14 państw. Niezliczona ilość kroków, z góry i pod górę. Słońce i deszcz. Ludzie i ludzie. W tym wszystkim ja z Paulą. Odcięci od codzienności na 92 dni.
Dwa tysiące dwieście osiem godzin. Mniej więcej tyle trwała nasza przygoda. Sto trzydzieści dwa tysiące czterysta osiemdziesiąt minut życia w pełni. Siedem milionów dziewięćset czterdzieści osiem tysięcy i osiemset sekund, z których nie żałujemy ani jednej. Milion myśli na temat tego, co nas otacza i do czego wracamy.
To nie były wakacje i to nie był wypoczynek. Niejednokrotnie skracaliśmy noc, żeby skończyć wpisy na bloga czy przygotować zdjęcia. Możesz w to nie wierzyć, ale to była ciężka praca. Na palcach jednej ręki policzę dni, o których mogę powiedzieć, że odpoczęliśmy. Nie po odpoczynek jednak pojechaliśmy.
Obserwując, doświadczając i pisząc zobaczyliśmy, co to znaczy żyć w pełni. Nie narzekać, kiedy wstaje się o 4 rano albo w ogóle się nie śpi. Nie przeklinać zakwasów na nogach, a dziękować za to, że mogło się tyle przejść. Szukać szczęścia w deszczowym dniu.
Co czuje po powrocie?
Czuje się bogatszym człowiekiem, mimo że konto w banku na to nie wskazuje. Spełniłem swoje marzenie. Poleciałem dookoła świata. Teraz wiem, że mogę spełnić każde.
Poczułem jeszcze bardziej co oznacza wsparcie rodziny. Bez niego nie moglibyśmy odbyć tej podróży. Wiem, że cokolwiek by się nie działo i czegokolwiek bym nie robił, nie jestem sam. Miłość i bezinteresowność jest jedną z najbardziej niesamowitych rzeczy na świecie.
Jestem wielkim szczęściarzem, bo mam też przyjaciół, którzy czekają w domu. Wszyscy ci ludzie, którzy są w jakimkolwiek (mniejszym, czy większym) stopniu częścią mojej przeszłości, sprawili, że jestem tym, kim jestem. Dziękuję wszystkim, którzy o mnie myśleli i byli ze mną w kontakcie.
Umocniłem swój związek. Paula wytrzymała ze mną 92 dni bez przerwy. Było kilka chwil, kiedy musieliśmy sobie coś wygarnąć. To było jednak jak burza, po której wychodzi piękne słońce. Taka burza, która zapewnia równowagę w przyrodzie. Tak jak napisałem jednak wyżej, nie żałuję ani jednej sekundy. Cierpliwość, wyrozumiałość, szacunek i wsparcie. Tego uczy podróż we dwoje. To buduje prawdziwą więź. Kiedy było mi słabo na jednym ze szczytów w Peru, wiedziałem że gdyby była taka konieczność, Paula zniosłaby mnie na dół. Ta świadomość pozwala iść do przodu.
Paula przeszła cały trud tej podróży jak prawdziwa superwoman. Zawsze podziwiam twoją siłę.
Przede wszystkim jednak dziękuję, że przekonałaś i cały czas przekonywałaś mnie o słuszności tego wyjazdu. To ty postawiłaś kropkę nad i. To twoja odwaga o tym przesądziła.
Nie żałuję żadnej wydanej złotówki. Nie żałuje straty aparatu i mandatu w Australii. Na koniec dnia to tylko pieniądze. Nie oddałbym tych przeżyć za żadną kwotę.
W końcu mogę powiedzieć, że jest jedna niesamowita rzecz, jaką w życiu zrobiłem.
Teraz czas na kolejne.

