Pierwsza historia – przeznaczenie

Pierwsza historia – przeznaczenie

Podczas lotu liniami Saudi Airlines z Jeddah do Johanesburga siedzieliśmy z Paulą we dwoje. Do czasu. Niewiele przed odlotem dosiadł się do nas starszy mężczyzna. Miał około 50 lat. Wyglądał jak członek załogi samolotu, ale co by robił na siedzeniu pasażera?

Początkowo pomyśleliśmy „szkoda, że nie wybrał sobie innego miejsca”. Byliśmy zmęczeni po nocy na lotnisku. Lecąc tylko we dwoje mielibyśmy odrobinę więcej prywatności. Mógłbym sobie swobodnie chrapnąć. No ale byliśmy we troje. Większość lotu przespaliśmy. Pod koniec, kiedy obudziło nas podawane śniadanie, postanowiliśmy się w końcu dowiedzieć, kim jest ten mężczyzna.

„Czy jesteś z załogi” – takie padło pierwsze pytanie. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Wtedy wiedziałem, że chyba zbyt nisko mierzę. „OK, może jesteś pilotem” – poprawiłem się.

Ijen był pilotem. Zapytany skąd jest, poprosił żeby zgadnąć. Moim strzałem było RPA, Paula celowała w USA. Trochę się zdziwiliśmy, kiedy okazało się, że pochodzi z Zimbabwe. Kiedy słyszysz Zimbabwe, z reguły myślisz o hiperinflacji, Robercie Mugabe i najciemniejszej skórze na świecie. Ijen był eleganckim facetem, mówiącym perfekcyjnie po angielsku. No i był zupełnie biały.

Zawsze interesował mnie zawód pilota. Może nie dlatego, że sam chciałem nim być, ale kierowanie tak ogromną maszyną budziło mój podziw. Podziwiam nawet kierowców autobusów, a co dopiero pilota samolotu.

Po kilku pytaniach na temat tego „jak to jest być pilotem” temat zszedł na zafascynowanie lataniem. Ijen chciał być pilotem, od kiedy skończył 12 lat. Po szybkiej kalkulacji doszło do mnie, że ten gość od około 40 lat wie co chce robić. I to robi. Cholerny farciarz. Mówił, że nigdy nie zwątpił, zawsze czuł, że to jest to. I opowiadał o tym ze szczerym uśmiechem. Jak można przez 40 lat nie mieć cienia wątpliwości…

Zapytaliśmy go, czy kiedykolwiek miał jakieś stresujące sytuacje, trudne lądowania, ciężkie chwile. „No wiecie, jak w każdej robocie, czasem się trochę stresujesz, ale generalnie jest luz. Miałem kilka trudniejszych podejść, ale żyję. Lubię lądować w Amsterdamie”. Totalny luz.

A tak właściwie, skoro lubicie podróżować, to czemu nie jesteście pilotami, albo nie pracujecie na lotnisku? To było dla niego tak bardzo oczywiste. Tak oczywiste jak to, że do momentu wyłączenia silnika samolotu nie można odpiąć pasów, ani włączyć telefonu. Jeśli latałeś samolotem, to wiesz, że w momencie kiedy samolot dotyka ziemi, w ciągu kilku sekund usłyszysz powitalny dźwięk Nokii i Samsungów oraz metaliczny brzdęk odpinanych pasów.

Gdybym miał uosobić pasję, to chyba padło by na niego. Trzy tygodnie latania non stop, potem tydzień w domu. W domu, w którym czeka żona i dwie córki. Mimo to, co miesiąc 3/4 czasu spędza w samolocie. Bo nie może bez tego żyć. Ważne, że ma żonę, która to rozumie i akceptuje – to chyba wyznacznik dobrego sparowania. Córki rozumieją to pewnie trochę mniej, ale za to dostają prezenty z wszystkich możliwych stron świata i mają ojca, który się spełnia. Kiedyś to do nich dotrze.

Ijen leciał z Jeddah do Johanesburga. Myśleliśmy, że leci do domu. Leciał do swojej córki, która po wypadku znalazła się na intensywnej terapii w szpitalu. Nie wyglądał jednak na bardzo zestresowanego. Mówił, że na pewno wszystko będzie dobrze.

Być może samospełnienie, wiara w siebie i poczucie kontroli własnego życia sprawia, że jest po prostu pewien, że jego córce nie może się nie udać.

Czy warto za wszelką cenę próbować robić w życiu to, co się lubi? Wnioski pozostawiam tobie.