Nie lubimy pożegnań

Nie lubimy pożegnań

Każdy z nas raczej nie lubi pożegnań. Zdecydowanie bardziej lubimy powitania. To naturalne. Pożegnania zazwyczaj oznaczają start tęsknoty do bliskiej osoby, powitania – radość na widok dawno nie widzianej osoby.

Najwięcej pożegnań naoglądałam się podczas podróży dookoła świata. Każde wyglądało inaczej. Jedne były rodzinne, wieloosobowe, inne we dwoje, ewidentnie w relacji zakochany mężczyzna, zakochana kobieta. Ale każde pożegnanie łączyło jedno, takie same uczucie – smutek. Oglądając takie sceny nie raz wzruszałam się razem z ich uczestnikami, będąc jedynie obserwatorem. Ale jeden raz szczególnie utkwił mi w pamięci.

To było lotnisko w Los Angeles. Żegnająca się rodzina. Duża rodzina. Każdy płakał, przytulał się, płakał, przytulał się znów. Wszystko trwało około dwudziestu minut. A ja jak wryta stanęłam kilka kroków od nich i się na nich patrzyłam. Nie dało się przejść obok nich obojętnie. A że mam oczy w mokrym miejscu, to i mi się płacz udzielił. Z jednej strony widziałam jak im ciężko, ale z drugiej czułam, że na pewno najdalej za kilka miesięcy zobaczą się ponownie.

Pożegnanie jednak nie musi oznaczać tylko nadchodzących smutnych dni, pełnych melancholii i odrywania kartek z kalendarza. Wszystko zależy od naszego podejścia. Jeśli sobie dobrze to wszystko ułożymy w głowie, to będziemy pamiętać tylko powitania. Pożegnanie może nas tylko wzmocnić. Jeśli dobrze zagospodarujemy nasz czas, nie będzie opcji na zbędne odliczanie. Zawsze możemy przecież pójść na siłownię, do parku, potańczyć czy pobiegać, a wtedy złe myśli same znikają.

Podobnie jest z powrotami. Nigdy nie mamy pewności, czy wszystko wróci do normy, czy będzie tak jak dawniej. Stresujemy się jadąc na lotnisko lub dworzec. Na szczęście jednocześnie czujemy podekscytowanie, że to już! I to jest nagroda za oczekiwanie – uśmiech osoby, którą witamy.

Wystarczy przestawić się na jedno zdanie i pamiętać je za każdym razem, kiedy kogoś żegnamy albo właśnie jedziemy kogoś odebrać z lotniska, z dworca.

„Pożeg­na­nia i pow­ro­ty kształcą fi­gurę mo­cy umysłu.”