Metro w Nowym Jorku

Metro od zawsze mnie fascynowało. Z jednej strony to tylko wydrążone tunele przez które jadą pociągi. Codziennie tak samo. Monotonnie. Z drugiej strony to skomplikowany, podziemny świat, dzięki któremu ten, na powierzchni, może funkcjonować.

Żeby dobrze zrozumieć fenomen nowojorskiego metra, trzeba się unieść kilkadziesiąt metrów nad powierzchnię ziemi i zedrzeć wierzchnią warstwę miasta. Zobaczyć całą sieć tuneli. W sumie prawie 400 km tras (to mniej więcej tyle, co z Warszawy do Gdańska). 468 stacji (wszystkich w Polsce dworców kolejowych zarządzanych przez PKP SA jest tylko o 129 więcej). Ponad 4 miliony osób, które codziennie korzystają z metra. Pociągi mijające się na różnych kondygnacjach. Przecinające swoje tory w odstępie kilku sekund. 24-godzinny nieprzerwany ruch, który sprawia, że to miasto nigdy nie śpi.

Często, kiedy idę ulicą miasta zatrzymuję się i patrzę w ziemię. Uświadamiam sobie, że kilka metrów pod podeszwami moich butów, co parę sekund pociąg przecina pusty czarny tunel. Te kilka metrów pode mną setki ludzi przemieszczają się z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę.

Metro jest fascynujące. To prawdziwy krwiobieg miasta. Bez niego, każda wielka metropolia dostałaby szybkiego zawału.

Metro jest fascynujące, bo pokazuje, że ludzkie możliwości nie mają granic. Przeniesienie ruchu pod ziemię, wykopanie tuneli, kontrolowanie setek pociągów. Gdybym tego nie zobaczył, nigdy bym nie uwierzył.