Podróżnicza mekka, „travelerski” orgazm, spełnienie marzeń. Tak można mówić o Machu Picchu. Czy jest to przesadzone? I tak i nie
Przygoda z tym miejscem zaczyna się, kiedy zobaczysz na jakimkolwiek obrazku jak to wygląda. Ruiny miasta położone wysoko w górach. W tle szczyty gór, które dodają majestatu. Czasem jeszcze jakaś lama wepchnie mordkę w kadr i sprawia, że zdjęcie jest trochę bardziej „sweet”. Z lamą czy bez, kiedy na to patrzysz już wiesz, że bardzo chciałbyś tam być.
Najpierw logistyka.
No to do roboty. Kup bilet do Peru i dostań się do Cusco. Z Limy do Cusco możesz się przedostać samolotem lub autobusem. Tam czeka cię trochę gorsze samopoczucie. Choroba wysokościowa. Daj sobie chociaż jeden dzień, żeby się zaaklimatyzować. Pocieszę cię jednak, że Machu Picchu leży około 1000 metrów poniżej Cusco. Stąd możesz mieć bezpośredni pociąg do Aguas Calientes (miasteczka pod Machu Picchu). My jednak najpierw pojechaliśmy autobusem do Ollantaytambo (ok. 12 zł), a stamtąd pociągiem do Aguas Calientes (150 – 200 zł w jedną stronę). Tak nam się bardziej opłacało. Czasowo i finansowo. Z Aguas Calientes można do Machu Picchu na piechotę – około 1,5 godziny wspinania się pod górę. Możesz też podjechać na szczyt busem – koszt to 10 dolarów. My pojechaliśmy na górę busem, a wróciliśmy na piechotę. Przyczyna była prosta. W Machu Picchu wchodziliśmy na Huayna Picchu. Jedną z gór otaczających ruiny. Kiedy wiesz już dokładnie, którego dnia będziesz w Machu Picchu, zarezerwuj wejściówkę na stronie internetowej jednego z peruwiańskich resortów (mała podpowiedź – ta strona akceptuje płatność tylko kartami Visa z systemem „verified by Visa”). To bardzo ważne, bo jest limit dziennych wejść. Dodatkowo, jeśli tak jak my chcesz wejść na Huayna (Wayna) Picchu, to pamiętaj, że dziennie może tam wejść 400 osób w dwóch turach. Zarezerwuj to wcześniej. Wejście na Machu Picchu + Huayna Picchu to około 150 zł.
Teraz wrażenia.
Byliśmy początkowo trochę podirytowani tym, że to miejsce aż przesadnie śmierdzi dolarem. Pociąg w dwie strony to ponad 300 zł (1,5 godziny jazdy!), bus do ruin 30 zł (20 minut jazdy), wejściówka 150 zł. Nie muszę chyba wspominać, że nocleg i jedzenie w Aguas Calientes też jest odpowiednio droższe. W Cusco jesteś w stanie zjeść obiad za 5 zł. W Aguas Calientes pomnóż to razy cztery. To nie jest tania impreza. Jeśli masz dużo czasu, możesz ten koszt obniżyć o kilka stów. Z Cusco możesz się dostać do Machu Picchu kombinacją busów i chodzenia. Jest to długie i bardzo męczące, ale się da.
Czy warto? No jasne!
Jeśli jesteś w dobrej formie, to wejdź na Machu Picchu na piechotę. Olej autobus. My tego nie zrobiliśmy, ale myślę, że wtedy to miejsce robi jeszcze większe wrażenie. Możesz poczuć w nogach to, co Inkowie, którzy tu mieszkali. Jeśli masz w planach wchodzenie na Huayna Picchu, wjedź na Machu Picchu busem. Oszczędź sobie. Wejście na Huayna Picchu to tylko kilkaset metrów w górę. Może się to wydawać niczym wielkim, ale ja prawie wyplułem swoje płuca. Choroba wysokościowa i brak snu dały się we znaki. Dobrze, że Paula była tego dnia w formie. Wejście na ten szczyt jest jednak zdecydowanie warte wysiłku. Całym sercem Machu Picchu jest jego położenie. Wysoko w górach, schowane od całego świata. Blisko słońca. Z całym szacunkiem, ale gdyby te ruiny leżały gdzieś na podlaskiej równinie, to pewnie by cię nawet nie bolało, gdyby ktoś malował na tym graffiti, albo gdyby twój pies zaznaczał tam teren. Trochę przesadzam, ale naprawdę to góry dodają magii. Dlatego też, widok z Huayna Picchu jest tak silnym przeżyciem.
Kiedy jesteś już w Machu Picchu i masz za sobą Huayna Picchu (albo po prostu na nią nie wchodzisz), możesz zacząć zwiedzanie ruin. Jak w większości przypadków masz kilka opcji do wyboru. Możesz wziąć przewodnika i poznać historię miejsca, możesz chodzić patrząc się na mapę i przynajmniej znać nazwę poszczególnych miejsc, które mijasz albo możesz iść na tzw. ignoranta. Bez mapy, bez planu kręcić się po ruinach oglądając to, co cię otacza. Do tego też bez prawie żadnej wiedzy na ten temat. Mieliśmy mapę, ale nie była czytelna, więc wybraliśmy opcje na ignoranta. Krążąc wokół ruin mijasz mnóstwo turystów, lam, turystów, lam, turystów, kamieni i Niemców. Nawet jeśli nie znasz nazw miejsc, czujesz, że są magiczne. Podchodzisz do skraju miast i spoglądasz w przepaść, w dół Andów. Krążysz korytarzami, gubisz się. Czujesz zapach kamienia i wilgoci. Jedyne, co średnio pasuje, to trawa, która jest tak zadbana, jakby miał na nią zaraz wbiec Messi z piłką. Idziesz dalej, wchodzisz wyżej. Serce ci wali ze zmęczenia i w końcu dochodzisz do miejsca, które nazywają „main view”. Dochodzisz tam i myślisz „jestem”. To jest to miejsce, z którego widok jest na wszystkich zdjęciach w Google. Dopiero tutaj czujesz, że dopełniłeś swoją podróż do tego miejsca.
Siadasz tam i patrzysz. To jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy jakie zobaczysz w życiu. Jak przymrużysz oczy, zobaczysz jak płynie życie w Machu Picchu. Na tarasach rolnicy uprawiają ziemniaki i kukurydzę. Młody chłopiec przechadza się z lamami, patrząc wysoko w słońce. W świątyni błyszczą naczynia, na których składane są ofiary.
Otwierasz oczy. To nie rolnicy. To grupa emerytowanych turystów stoi z przewodnikiem, który pokazuje im krzaczek koki, to nie lamy, a młody chłopiec z rodzicami, patrzący na nich z dołu i proszący o paczkę chipsów, a w świątyni błyskają flash’e, nie naczynia.
Myślisz sobie, że to jednak jest magiczne miejsce. Mimo unoszącego się wokół smrodu dolara.

