Nasz ostatni weekend spędziliśmy trochę po skandynawsku, trochę po węgiersku. To było ciekawe połączenie dwóch odmiennych światów pod każdym względem. Ludzie, klimat, architektura, zwyczaje, styl życia, ceny – to wszystko bardzo się różni w Szwecji i na Węgrzech. Zacznę od Sztokholmu. Kolejny wpis będzie o Budapeszcie.
Mieliśmy dobę na odkrywanie stolicy Szwecji. Sztokholm zastał nas pluchą i całodniowym mokro lepkim opadem w postaci mixu śniegowo-deszczowego. Ale jak ma się dobę, to pogoda idzie na dalszy plan. Już w autobusie z lotniska zafascynowały mnie dwie kwestie. Pierwsza , kiedy kierowca zauważył wsiadającą matkę z dzieckiem i znalazł jej miejsce oraz dał fotelik dla malucha. A druga – kiedy kończyliśmy przejazd powiedział przez mikrofon przemiłym głosem: „Thank you for journey. I will be happy if I can help you.”, czyli „Dziękuję za wspólną podróż. Będę szczęśliwy jeśli będę mógł ci w czymś pomóc”. Rewelacja. Chciałabym takie rzeczy widzieć i słyszeć u nas. Wiem, że Szwecja traktuje inaczej swojego obywatela niż Polska swojego. Wysoki socjal i inne udogodnienia powodują, że ludziom się żyje lepiej i każdy lubi swoją pracę. Wydaje mi się, że to bardzo przekłada się też na ich relacje międzyludzkie. Nie bez przyczyny mówi się, że to jedno z najszczęśliwszych społeczeństw. Co jeszcze powoduje, że są happy? Zdrowy tryb życia – biegają, dobrze się odżywiają. I żadne śniegi czy chlapa im nie straszna. Widziałam zaledwie Sztokholm, ale wydaje mi się, że to taka trochę kraina sielanki. Nikt się nie spieszy, a każdy żyje własnym rytmem.
Ze wszystkich skandynawskich stolic, które widziałam, Sztokholm podoba mi się najbardziej. Przede wszystkim urokliwa Gamla Stan, czyli starówka położona na wyspie. Kamienice tutaj są bardzo klimatyczne, można spacerować i spacerować. Oprócz Gamli zobaczyliśmy okolice, w tym m.in. pałac królewski, który nie zwala z nóg i ratusz też nie grzeszący urodą. Na inne wysepki (Stadsholmen, Riddarholmen, Strömsborg i Helgeandsholmen) nie mieliśmy niestety czasu, a na płatne atrakcje za mały portfel.Może kiedyś to odrobimy.
Czy warto się wybrać do Sztokholmu na jeden dzień? Oczywiście. Kiedy? Masz dwie opcje – albo lecisz za grosze jesienią, zimą i bierzesz na klatę ewentualne warunki pogodowe. Albo kupujesz droższy bilet latem i masz większe szanse na powodzenie w pogodzie.

