Już tylko kilkanaście dni dzieli nas od 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 – 2015. 31 grudnia każdy spędza po swojemu.
Jedni stroją się w suknie, gajery i inne eleganckie ciuchy i mkną do suto zastawionego stołu, aby spędzić te ostatnie godziny starego roku na parkiecie klubu/restauracji popijając drinka i zagryzając kotletem. Inni gotują, pieką, sprzątają, kupują i robią swoją imprezę. Są też tacy, którzy zostają w domu i jest to dla nich taki sam wieczór jak każdy inny.
Ale są też tacy, którzy uciekają w ten dzień za miasto, a czasem nawet za granicę. Przyznaję się i przynależę zdecydowanie do tej trzeciej grupy.
Trochę wspomnień
2010/2011
Kraków. Wtedy jeszcze bardzo krótko znaliśmy się z Maćkiem, ale na kilka dni przed końcem roku dostałam propozycję – „jedziesz ze mną do Krakowa?” Pewnie, że jadę – odpowiedziałam, nie zastanawiając się długo. Było ekstra!
2011/2012
Tallin. Pod koniec roku wsiedliśmy ze znajomymi w auto i ruszyliśmy Via Baltica – przez Litwę, Łotwę, Estonię. Udało nam się nawet popłynąć do Helsinek. Ale Sylwek był w Tallinie. Wysiadłyśmy z koleżanką w centrum, a chłopaki pojechali zaparkować auto. Ledwo zdążyliśmy się spotkać o północy. Ale potem było już tylko śmieszniej. Wpadliśmy do klubu, w którym o 2 nad ranem maszyna wystrzeliła 2000 eur. Przez dobry kwadrans dmuchawa wywiewała nominały 5, 10, 20 eur i mnóstwo confetti. Łatwo nie było, ale udało nam się trochę zarobić.
2012/2013
Londyn. Naoglądaliśmy się z Maćkiem fajerwerków w Londynie na YT i się nam wkręciło. Stwierdziliśmy, że musimy to zobaczyć na żywo. Kupiliśmy zatem bilet na 31.12 i powrót na 1.01 tak, żeby nie płacić za nocleg. I wiecie co? I nie widzieliśmy fajerwerków. Staliśmy obok Big Bena, z którego zawsze fajerwerki leciały, ale nie tym razem. Wszystko co się działo, działo się obok London Eye. Wtopa na maxa, ale pomyśleliśmy wtedy, że nie sztuką jest zobaczyć fajerwerki w Londynie. Sztuką jest ich nie zobaczyć.
2013/2014
Białystok. Zostaliśmy w domu, bo już jedną nogą byliśmy w samolocie do Rzymu (pierwszy przystanek naszej podróży dookoła świata). Zrobiliśmy ze znajomymi imprezę. I co nam dał Białystok? Piękny widok z dachu wieżowca, w którym mieszkamy. Widzieliśmy całe miasto oświetlone fajerwerkami. Mega. To było wynagrodzenie za Londyn.
2014/2015
Wilno? Albo jakiś inny spontan. Zobaczymy.
Bawcie się dobrze w ten ostatni dzień roku i przede wszystkim po swojemu, nie wbrew sobie. Jeśli nie macie ochoty na sukienki, gajery i inne, po prostu ich nie wkładajcie. Najlepszego.
Fot. Źródło – http://www.foxnews.com/scitech/2012/01/10/doomsday-clock-may-tick-toward-destruction/

