Jak podróżować w czasach pandemii? Czyli o naszym wypadzie na Lanzarote

Jak podróżować w czasach pandemii? Czyli o naszym wypadzie na Lanzarote

Bardzo długo zastanawialiśmy się, czy w ogóle gdzieś ruszyć w dobie pandemii covid-19. Nie zliczę naszych odwołanych wyjazdów z 2020 (odwołane loty lub zasady kwarantanny po powrocie, które nas zniechęcały). W końcu w grudniu 2020 zarezerwowaliśmy Teneryfę na luty 2021. Loty te zostały odwołane. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy czekać długo z decyzją i kupować biletów dwa miesiące wprzód, bo to zbyt ryzykowne w obecnym czasie i kupiliśmy bilety na Lanzarote z 10-dniowym wyprzedzeniem – na styczeń. I to był strzał w dziesiątkę. Oczywiście na bieżąco obserwowaliśmy zmieniające się zasady wyjazdów zagranicznych i ciągle sobie powtarzaliśmy – polecimy, polecimy, polecimy. I polecieliśmy.

Od początku

Wyjazd po takiej przerwie smakuje jak pierwsza podróż dosłownie. Ekscytowaliśmy się wyjazdem prawie jak nasz trzylatek. Pierwotnie kupiliśmy bilety na trasie Berlin – Lanzarote, Lanzarote – Berlin. Ale w ostatniej chwili nasz kolega Marcin zdecydował się na podróż z nami. Od stycznia mówimy na niego wujek Spontan. Dzięki temu mogliśmy dokupić lot z Warszawy (bo Marcin pojechał naszym autem do Berlina na samolot po to, żebyśmy z powrotem mogli wracać wszyscy razem do Berlina).

Testy na covid-19

Testy na covid-19 można obecnie wykonać w wielu miejscach. W styczniu 2021 na Wyspach Kanaryjskich obowiązywały tylko testy PCR, dlatego też zależało nam na jak najtańszej opcji. W Białymstoku taka jest w RCKIK. W styczniu kosztowało to około 300 zł. Wracając musieliśmy zrobić test antygenowy – z tym też nie było problemu – na Lanzarote jest wiele punktów, które je wykonują (chyba, że zmykasz z Lanzarote do Berlina tak jak my, a na dzień przed wylotem wprowadzone są zmiany dla wracających nawet transeferem do Niemiec, które wiążą się z koniecznością posiadania negatywnego testu. Wtedy dodatkowo masz stresik pod tytułem, czy zdążysz. My zdążyliśmy, bo wynik antygenu masz po 15 minutach).

Na lotniskach

Ku naszemu zdziwieniu Okęcie wcale nie było puste. Lot mieliśmy o 6 rano, a działo się trochę na lotnisku. Oczywiście na miejscu reżim sanitarny – maseczki, dezynfekcja rąk. Także można powiedzieć, że po staremu jest, z tym wyjątkiem, że gorzej się oddycha (przez maski oczywiście). Lotnisko na Lanzarote też było pod reżimem sanitarnym. Te w Berlinie tym bardziej, a nawet pod większym, bo jak wracaliśmy to akurat wszedł przepis, że trzeba mieć w Niemczech maseczki FFP2.

Reżim sanitarny na Lanzarote

Lanzarote bardzo restrykcyjnie podchodzi do obostrzeń i reżimu sanitarnego. Wystarczy, że wychylisz nos spod maseczki w sklepie lub restauracji i masz gwarantowaną uwagę od osoby, która pierwsza to zauważy. Podobnie z dezynfekcją rąk i odstępami. W naszym hotelu bardzo dbali o te dwa szczegóły i wszyscy się do zaleceń stosowali. Tutaj sprawdzisz aktualny stan pandemii na wyspie.

Wyjątkowość wyspy

Żeby nie było, że ten wpis jest stricte techniczny, to zasieję w Was trochę inspiracji do wybrania akurat Lanzarote. Przede wszystkim jest mega różnorodna, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Zdecydowanie wulkaniczna, bo jest ich tutaj aż 100. Jest to też wyspa bez billboardów. Znajdziesz tu tylko jeden wieżowiec, a do lekarza specjalisty musisz się udać na Gran Canarię. W razie pilnej konsultacji państwo płaci za transport helikopterem. I najważniejsze – średnia temperatura tutaj to 19 stopni. Mi Lanzarote bardzo przypomina momentami Patagonię, miejscami Islandię. Ale to nie znaczy, że nie poplażujesz tutaj. Jest sporo pięknych plaż – piaszczystych i kamienistych.

Podsumowując, uważam, że latanie w dobie pandemii ma swoje uroki. Największy to taki, że było pusto na wyspie. Normalnie w styczniu jest tam sporo ludzi. A my mogliśmy spacerować po deptaku praktycznie samotnie.