Grecja – piękny kraj, szczęśliwi i skromni ludzie, zapach oliwek i kolor morza, którego nie da się opisać.
Czujesz, że ciągnie cię do krajów południowych. Lubisz słońce, plaże, dobrą kuchnię i wypoczynek. We Włoszech już byłeś, ale trochę denerwuje cię wszechobecny lans. W Hiszpanii też już byłeś, ale wieczna fiesta to nie do końca twój klimat. Pojedź do Grecji. Nie pożałujesz.
Grecja to świetna mieszanka południowego klimatu, bogatej kultury i dobrego jedzenia.
Podczas naszej wyprawy zobaczyliśmy Grecję dość kompleksowo. Byliśmy na dwóch wyspach – Korfu i Zakynthos. Byliśmy też w kilku miastach – Patra, Ateny, Kalambaka (Meteory) i Saloniki. Poza południowym Peloponezem, przejechaliśmy praktycznie cały kraj. Polecieliśmy na początku czerwca i był to dobry pomysł. W nocy było czasem nawet trochę chłodno, za to w dzień było gorąco. Idealnie gorąco.
Zaczęliśmy od Korfu. To bardzo zróżnicowana wyspa. Ma piękne plaże, dość mocne wzniesienia i ciekawe krajobrazy. Stara część miasta Kerkyra (Korfu Town) jest klimatyczna. Świetny przykład greckiego stylu. Stare, kruszejące mury, białe okiennice, kwiaty. Pięknie. Koniecznie trzeba się wybrać na Pantokrator. Podjazd jest konkretny. Nasz wypożyczony Fiat Panda przed każdym podjazdem rzęził do nas „zabiję was za to”. Dlatego po jego zwrocie szybko uciekliśmy. Ze szczytu rozciąga się ładny widok na wyspę. Przylądek Drastis to absolutny mus, Kanał Miłości też jest niezły.
Pantokrator, Kerkyra i Cape Drastis – zobacz to koniecznie na Korfu.
Na Korfu dostaliśmy się samolotem. Po Korfu ruszyliśmy na Zakynthos. Musieliśmy jechać autobusem do Patry i stamtąd kolejnym autobusem na Zakynthos (z przeprawą promową w Killini. Uwielbiamy greckie promy. Siadasz na górze, wokół piękny błękit, nad tobą mewy. Podobno czasem są też delfiny. Poruszyliśmy tu jednak dwie ważne kwestie. Pierwsza to autobusy, druga to błękit. Autobusy są drogie, ale często to jedyny środek transportu. Wkalkulujcie to w koszt pobytu w Grecji. Co do błękitu, to naprawdę ciężko znaleźć kraj, w którym woda ma taki kolor jak w Grecji. Może pomińmy Karaiby, bo to trochę inna półka. Seszele i Malediwy też są wyłączone z porównania. Chociaż, przypominając sobie wodę na Karaibach, to jest ona inna. Genialna, to bez dwóch zdań, ale nie taka niebieska. Bardziej biało-zielona. Grecja to kolor niebieski. Żywy niebieski. Jak niebo, smerfy i policyjny mundur.
Pojedź do Grecji po to, żeby zobaczyć kolor wody.
Zakynthos jest świetny. Jest sporo mniejszy od Korfu, ale dzięki temu można go sprawnie i szybko zwiedzić. Polecamy quadem. Za wypożyczenie quada na dobę, razem z paliwem zapłaciliśmy 100 zł. Zdążyliśmy objechać prawie całą wyspę. Małe miasteczka, zapach oliwek i gdzieniegdzie swąd fety. Rewelacja, czy lubisz fetę czy nie! Siadaj na tego quada, wąchaj i jedź na Xigię. To piękna plaża, z piękną wodą i z błotem, którym wszyscy chcą się nacierać jakby mieli się po tym stać lepszym człowiekiem. Potem jedź na Navaggio. Wiemy, że to znany i przereklamowany kierunek, no ale nie da się mu odebrać tego, że po prostu zwala z nóg. Zresztą wpisz Navaggio w Google. Ta woda naprawdę tak wygląda!
Przejedź Zakynthos Quadem.
Po Zakynthosie przyszedł czas na Ateny, gdzie także dojechaliśmy autobusem. Można się przejść po Place (stare miasto), jest klimatycznie. Można pójść do Muzeum Akropolu albo nawet wjechać na Akropol, ale dla nas numer jeden to wzgórze Likavitos. Wejście nie jest łatwe. Szczególnie przy 30 stopniach i z plecakiem na plecach, ale warto, choćbyś miał się tam czołgać. Tak nam się spodobało, że wróciliśmy tam drugi raz wieczorem po prostu posiedzieć. W Atenach masz niepowtarzalną okazję popróbować trochę greckich specjałów w rozsądnych cenach (wyspy są droższe). Oprócz sałatki greckiej, ryb, śniadaniowych bułeczek z serem dajcie się pokroić za Fredo Cappuccino. „To najlepsza kawa na świecie, mówię to z pełną odpowiedzialnością – Maciek”.
Wejdź na Likavitos, a potem odpocznij popijając Fredo Cappuccino
Z Aten pojechaliśmy nocnym pociągiem do Kalambaki, a stamtąd pospacerowaliśmy na Meteory. W Kalambace byliśmy chyba ok. 5 rano i mogliśmy czekać na pierwszy poranny autobus, który jedzie w kierunku Meteorów, ale poszliśmy na piechotę. Meteory to klasztory położone na wzgórzach. Nie mamy pojęcia jak ludzie to budowali. To wykręca wyobraźnię. Warto poświęcić jeden dzień i tam pojechać. Warto przejść ten długi spacer (na szczęście po drodze zgarnął nas taksówkarz i zawiózł za darmo), warto iść z plecakiem (na szczęście w jeden z restauracji po drodze miła Pani zgodziła się nam je przechować).
Po Meteorach był już autobus do Salonik. To studenckie miasto, bardzo młode, ale nie warto tam specjalnie jechać. Chyba, że ktoś chce mieć bazę wypadową na Riwierę Olimpijską. Samo miasto to jednak nic specjalnego. Lepiej dłużej zostać w Atenach. Lot powrotny mieliśmy jednak z Salonik. Poza tym poznaliśmy tam Greczynkę, która była zakochana w Polsce.
Koniecznie zobacz Meteory, Saloniki możesz odpuścić.
Powyższy plan spokojnie da się zrobić w ok. 8 dni. Harmonogram jest napięty, ale wrażenia nie z tej Ziemi. Uwielbiamy Grecję. Za klimat, za wodę, za ludzi, za brak przepychu, za piękną kulturę i za to, że jest praktycznie w linii prostej na południe od Polski (Białystok – Ateny).

