Ege szege i papryczka chilli

Ege szege i papryczka chilli

Ze Sztokholmu polecieliśmy do Budapesztu. Zmiana klimatu. Ceny w dół. Kuchnia pikantna. Wszystkie blondynki i blondyni nagle zamieniły się w brunetki i brunetów o ciemniejszej karnacji.

Na Budapeszt również mieliśmy dzień. Zaczęliśmy od wieczornego spaceru wzdłuż Dunaju. Największe wrażenie zdecydowanie robi oświetlony parlament. Wszystkie mosty są cudnie oświetlone. Aż chce się je wszystkie przejść. Trzy najładniejsze to moim zdaniem – Most Łańcuchowy, Most Elżbiety i Most Wolności. Potem jeszcze znany deptak Budapesztu – Ulica Vaci. Oczywiście po takim spacerze nie może zabraknąć posiłku. Zupa gulaszowa jest pyszna i bardzo podobało mi się, że podają ją oddzielnie z ostrym, paprykowym sosem. Od ciebie zależy czy jesz wersję light czy hardcore. Przy wyborze knajpy warto oddalić się od centrum, niższe ceny gwarantowane.

Następnego dnia mieliśmy kilka godzin na dreptanie. Udaliśmy się do Bastionu Rybaka. To zdecydowanie najciekawsze miejsce w Budapeszcie. Panorama miasta robi wrażenie. Szkoda tylko, że jak wdrapaliśmy się na górę wycieczka Japsów (Japończyków) też właśnie tam dotarła. Mimo wszystko daliśmy radę i znaleźliśmy trochę miejsca dla siebie. Górę Gellerta i termy Gellerta zostawiliśmy na następny raz.

Nie brakuje tu także polskich akcentów. Sporo informacji, w tym głównie na witrynach sklepowych, jest po polsku. Ale nie ma co się dziwić. W końcu „Polak, Węgier dwa bratanki i do szabli, i do szklanki.”

Budapeszt uchodzi za jedno z najładniejszych miast w Europie. Często też konkuruje z Pragą. W moim rankingu wygrywa Praga, ale Budapeszt jest zaraz za nią.

Za co polubiłam Budapeszt? Za panoramy, wzniesienia i piękne mosty. No dobra za kuchnię też. Mimo, że fanem ostrych rzeczy nie jestem. Urzekło mnie podawanie przypraw i sosów oddzielnie z daniem.