Roszczeniowość mamy chyba trochę we krwi. Tu ponarzekać, tam ponarzekać. To jego wina, to bez sensu, a to w ogóle porąbany kraj. Po części się nie dziwię. Rzeczy, które mogą doprowadzić do zachwiania balansu, jest wiele. Takie są na pewno mandaty i kary.
W Australii, a dokładniej pod Melbourne, dostałem mandat. Zarejestrowała mnie kamera, bo pędziłem 108 km/h, przy dopuszczalnej prędkości 100 km/h. Przekroczyłem prędkość o 8 km/h. W niektórych krajach radary zaczynają rejestrować, gdy przekroczy się prędkość o ponad 10 km/h. Nie w Australii. O mandacie poinformowała mnie siostra, bo list z informacją był w mojej białostockiej skrzynce ok. 10 dni po wydarzeniu. Niezły czas. Tyle to czasem idzie poczta z Warszawy w okresie świąt.
Te 8 km/h zostało wycenione na 180 dolarów australijskich. Zabolało. Tym bardziej, że całą drogę starałem się kontrolować prędkość. Musiałem się po prostu zagapić. Postanowiłem się odwołać.
Miałem kilka opcji napisania prośby o anulowanie mandatu. Pierwszą z nich był tzw. pojazd, czyli wylanie swojego żalu. Mogło to brzmieć mniej więcej tak:
„W każdym normalnym kraju dopuszczalne jest ok 10 km/h powyżej limitu. Kto ustalał stawki mandatów, za tak niewielkie wykroczenia? Lepiej ustawcie kamery w taki sposób, żeby łapały prawdziwych bandytów”.
Nie zrobiłem tego.
Kilka punktów, które zawarłem w moim liście brzmiało następująco:
„Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak efektywnie działa wasz system. Popełniłem wykroczenie, nie mam nic na swoją obronę i wiem, że powinienem zapłacić mandat. Zwracam się jedynie z prośbą o anulowanie go, ponieważ po raz pierwszy jechałem po lewej stronie drogi i musiałem chwilowo zapomnieć o prędkości, skupiając się na sytuacji na drodze”.
Kilka dni temu w mojej skrzynce pocztowej leżał ponownie list z Australii. Otwierałem go mocno zestresowany.
„Zdecydowano, że nie będą podejmowane wobec Pana żadne środki policyjne. Mandat zostaje anulowany. Przestrzeganie zasad jest niezbędne, aby zapewnić bezpieczeństwo na drogach. Nie może się Pan jednak odwoływać przez kolejne dwa lata”.
Dziękuję, że są na tym świecie normalni ludzie i normalne instytucje.
Pozdrawiam!

