Czarny styl

Czarny styl

Z kim kojarzy ci się czarnoskóry człowiek? Z Afryką? Z raperem? Z Apartheidem? Z rasizmem?

Pewnie, któreś z powyższych pasuje do twojego pierwszego skojarzenia. Rozumiem. Przed podróżą dookoła świata moje pierwsze skojarzenie z czarnoskórym było podobne do twojego. Po wyprawie jednak bardzo się zmieniło. Oczywiście dalej uważam, że tak jak w każdej rasie, są dobrzy i źli ludzie, ale do czarnoskórych mam szczególny sentyment. Za co ich polubiłam. Za dwie rzeczy. Za uśmiech i za muzykalność.

Uśmiech

Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to ich uśmiech. Przede wszystkim jest wielki, bo pozwalają im na to ich wielkie usta, ale też bardzo serdeczny. Po drugie ten ich uśmiech jest w całym ciele. Oni poruszają się tak, jakby wciąż się uśmiechali. Przykład uśmiechu, który zawsze przychodzi mi jako pierwszy to Atlanta. Kiedy opuszczaliśmy hotel, chcieliśmy zostawić plecaki na recepcji, bo lot mieliśmy dopiero wieczorem. Na recepcji siedziała przesympatyczna, czarnoskóra kobieta po pięćdziesiątce. Kiedy Maciek zapytał, gdzie możemy ulokować nasze bagaże, usłyszał coś takiego: „Here you can put your stuff, sugar”, czyli „Tam możesz zostawić swoje rzeczy, cukiereczku”.

Kolejny przykład z Atlanty. Stoimy z Maćkiem na przejściu dla pieszych. Nagle mija nas czarnoskóry, odwraca się i mówi: „You two are in love, yes?”. Zrobił to totalnie bezinteresownie, tak po prostu, żeby nam było miło.

Przykład nr 3 – Harlem, Nowy Jork. Przechadzamy się jedną z ulic. Nagle podbiega do nas czarnoskóry, młody chłopak i pyta, czy może zająć nam chwilę. Okazuje się, że jest młodym artystą – raperem. Potrzebuje wsparcia finansowego na rozwój. Całą rozmowę zaczął od tego, czy może mnie na chwilę pożyczyć od Maćka i zrobić wspólne zdjęcie. Potem zaczął opowiadać o swojej twórczości. Był przy tym wszystkim bardzo sympatyczny, nie narzucał się, miał swój styl. Wrzuciliśmy mu 5 dolców. Niech się chłopak rozwija.

Muzykalność we krwi

Kiedy wylądowaliśmy na miejskim grillu w RPA, tak zwanym Braai, nie mogliśmy się napatrzeć, jak ludzie ciekawie spędzają niedzielne popołudnie. Braai to taka forma wspólnego grillowania przy muzyce. Jak to wygląda? Najpierw w sklepie zamawiasz mięso, kupujesz pieczywo, napoje. Potem niesiesz to na grilla, chwilę czekasz i odbierasz. Jesz, a potem wstajesz i poruszasz się w rytm muzyki wystukiwanej na bębenku. Nieważne ile masz lat, ile ważysz, mierzysz. Wszyscy wstają i tańczą w biały dzień. I nikt się nie przejmuje, tylko dobrze bawi. Na każdym kroku widzisz uśmiech i miły wyraz twarzy.

Metro w Nowym Jorku. Do prawie pustego wagonu wpada grupa czarnych chłopaków w różnym wieku. Nagle włączają muzykę i zaczynają tańczyć. Tym samym powodują, że nawet jeśli masz zły dzień, uśmiechasz się, bo najmłodszy z nich robi takie taneczne cuda, że jesteś pod wrażeniem.

I jak tu ich nie lubić?