O Bali mówi się, że to rajska wyspa z licznymi plażami i miejscami do wypoczynku, relaksu. Każdy kto słyszy o Bali, od razu kojarzy to z azjatyckim rajem. My jednak nie położyliśmy się tutaj na cztery dni (tyle mogliśmy przeznaczyć na Bali) na plaży. Odkryliśmy, że to nie piasek, woda i słońce stanowi piękno tej wyspy, a jej bogata kultura, piękne tarasy ryżowe, plantacje kawy.
Religia
Religią Bali jest hinduizm, którego symbole są zauważalne tutaj na każdym kroku. Bardzo spodobał mi się codzienny rytuał, który polega na wystawianiu małych koszyczków przed domami, na ulicach, w samochodach. Każdy koszyk jest pełen małych kwiatków, cukierków i innych drobiazgów. Robi się to na szczęście. Wygląda przyjemnie i jest to według mnie bardzo ciekawy sposób wyrażenia swojej wiary.
Oprócz kolorowych koszyczków, jest tu również bardzo dużo świątyń. My odwiedziliśmy dwie – Ulun Danu oraz Tanah Lot. Pierwsza z nich to malowniczo położony kompleks nad Jeziorem Batur, na północy Bali. Tam stanowiliśmy atrakcję numer dwa, zaraz po świątyni. Dwukrotnie grupa Azjatów zaczepiła nas, żeby zrobić z nami zdjęcie. Nie ma to jak fota z białasem. Nie robiliśmy problemów. Po prostu ładnie się uśmiechaliśmy.
Muzyka
Muzykę Bali odkryłam kiedyś, przy okazji prowadzenia audycji radiowej. Dlatego wiedziałam czego się spodziewać. Słuchając jej na żywo przez cztery dni, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to rodzaj sztuki, który bardzo do mnie przemawia. To chyba za sprawą gamelan, czyli charakterystycznego stylu, który polega na uderzaniu w specjalistyczne bębny, gongi, które wydają urocze dźwięki. Do tego wygląda to niesamowicie, kiedy widzi się grupę kilkunastu facetów, ubranych w tradycyjne stroje, którzy mają przewiązane czoła balijskimi opaskami i wystukują te ciekawe dźwięki na swoich instrumentach.
Taniec
Skoro muzyka tak bardzo siedzi w mieszkańcach Bali, to i taniec stanowi dla nich ogromną wartość. Jest tu ich mnóstwo – Kecak, Legong, Barong. My mieliśmy okazję zobaczyć na żywo ten ostatni. Niedaleko miejscowości Ubud, najładniejszej na Bali, można uczestniczyć w sztuce, w której ten rodzaj tańca występuje. Całe przedstawienie to moc ciekawych, kolorowych strojów i niepowtarzalnej muzyki (oczywiście gamelan). I chociaż moje serce nadal jest bliżej hip-hopu, to nie żałuję, że zobaczyłam ich Barong Dance, który ma coś bardziej z tańca brzucha.
Tarasy ryżowe
Tarasy ryżowe na Bali mają silny związek z religią. To świątynie wyznaczają czas zalewania wodą. Wiąże się to z uroczystymi obchodami, które przybierają formę festiwali hinduistycznych. Te wielostopniowe pola pokryte są piękną zielenią. Stojąc na ich horyzoncie, aż chce się je schrupać. My odwiedziliśmy największe na Bali – Jatiluwih.
Plantacje kawy
Nie wyjechalibyśmy z Bali, gdybyśmy nie spróbowali kopiluwaka, kawy, o której marzy każdy kawosz. Ja oczywiście jako „nie-kawosz”, pewnie bym to jakoś przeżyła, ale Maciek raczej nie. Na jednej z plantacji, na którą dotarliśmy, mieliśmy okazję zobaczyć nie tylko kawowca, luwaka (zwierzaka, któremu zawdzięczamy kopiluwak), ale także takie rośliny jak: żeń-szeń, imbir czy wanilia. Po spacerze była degustacja przeróżnych rodzajów herbat i kaw. W tym tylko kopiluwak był płatny. Ale była to cena i tak nieporównywalnie niższa niż gdziekolwiek w Europie czy nawet w Polsce.
Plaże
Zaliczyliśmy tylko dwie – Sanur i Kuta. Obie są na południu Bali. Sanur to nic ciekawego. Przez chwilę miałam tam wrażenie, że jestem nad Bałtykiem. W Kucie jest już zdecydowanie lepiej. To plaża surferów, fale są ogromne i woda ma zdecydowanie ładniejszy kolor. Na jednej i drugiej spędziliśmy po około pół godziny. Słabe z nas plażowe dusze.
Jednym słowem, Bali to zdecydowanie kierunek dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż plaże. Warto oddać się jej kulturze i trochę się tutaj odchamić.

