Wczoraj skończyłem 29 lat. Ostatnie urodziny przed symboliczną trzydziestką. Urodziny to zawsze z jednej strony rachunek sumienia, z drugiej strony patrzenie w przyszłość – gdzie chcę być za rok. Mało tylko miejsca na teraźniejszość.
Teraźniejszość oczywiście jest, ale często ogranicza się do dobrego tortu, kilku prezentów i co chwilę sprawdzanego Facebooka, z nadzieją, że liczbą „stówek” na tablicy sama przekroczy stówkę.
I bardzo dobrze, bo to ważne. Miałem najlepszy tort, uszyty na miarę, tak jak prezenty i do tego niestety sprawdzałem często cholernego Facebook’a. Stówy nie przekroczyłem.
Mówiąc o tym, że mało jest miejsca na teraźniejszość mam na myśli pewien brak działań tu i teraz. W dniu urodzin patrzymy wstecz na wszystko co zdarzyło się nam do tej pory. Niewykorzystane okazje, złe wybory i strzały w dziesiątkę wracają jak bumerang. Dzień urodzin to taki blok odgradzający wszystko to co było, od tego co teraz będzie. Tego dnia patrzymy w przyszłość i myślimy o tym, żeby kolejny rok był jeszcze lepszy. Podobnie jest w Sylwestra.
Będąc tu i teraz, tego dnia warto się zastanowić co muszę zrobić, żeby ten rok był faktycznie lepszy. Jakie działania muszę podjąć od jutra, od dziś, a nawet od zaraz. Dostajemy mnóstwo życzeń i zaciskamy kciuki, żeby stały się prawdą. Zadajmy sobie pytanie, co muszę zrobić, żeby te życzenia okazały się prawdą.
Do napisania tego krótkiego podsumowania natchnęły mnie urodziny jednej ze znajomych. Pod koniec urodzin w następujący sposób podsumowała wszystkie życzenia, jakie dostała na Facebook’u: „Dziękuję za życzenia. Teraz czekam, aż wszystkie się spełnią”.
Taka bierność wobec losu nie zwiększa szans ich spełnienia.
Z mojej strony bardzo dziękuję za wszystkie życzenia wszystkim, którzy o mnie pamiętali lub chociaż pomyśleli. Teraz zrobię wszystko, żeby spełnić te życzenia.

