To bardzo normalny odruch, kiedy zanim gdzieś polecisz, chcesz sprawdzić, czy jest tam bezpiecznie. Człowiek ceni sobie bezpieczeństwo. Tata dba o mamę, mama o dziecko, a z czasem dziecko musi się nauczyć dbać o własny tyłek i unikać niebezpieczeństwa. Problem w tym, że czasem unikamy go aż za bardzo.
Gdybyś wybierał kierunki wyjazdu ufając w 100% temu, co przeczytasz w Internecie, to pojechałbyś co najwyżej do sklepu obok po bułki, pod warunkiem, że nie jest w niebezpiecznej dzielnicy. Przed wyjazdem do Meksyku czytaliśmy, że tam uprowadzają ludzi w taksówkach, przed wyjazdem na Kubę czytaliśmy, że to dziki kraj. Boliwia jest biedna, a w La Paz łatwo dostać w mordę. Nigdzie nic się nam nie stało. Mamy już dystans do Internetu.
Powtarzam, to normalne, że unikasz niebezpieczeństwa – warto czytać. Trzeba być swiadomym. Meksyk na pewno jest bardziej niebezpieczny niż Norwegia. Na ulicy policjanci mają shotguny, w Boliwii też nie wszyscy patrzą przyjaznym wzrokiem. Dopóki jednak niczego nie prowokujesz i nie obnosisz się z wyższością, unikasz złych miejsc w złym czasie, szansa, że coś ci się zdarzy jest minimalna.
Nasza podróż dookoła świata zaczęła się od RPA i Tajlandii. Oczywiście trochę poczytaliśmy. Oto skrót:
Tajlandia – kraj niesamowicie bezpieczny (jak cała Azja Południowo-Wschodnia). Ludzie noża używają tylko do krojenia warzyw. Widelca też ci nikt nie wbije, bo w ruchu są pałeczki. Kradzieże zdarzają się bardzo rzadko. Niebezpieczeństwo trzeba naprawdę mocno sprowokować.
RPA – największa liczba gwałtów na świecie, najwięcej ludzi zarażonych wirusem HIV na świecie, bezpieczeństwo porównywalne do Afganistanu. Włamania do domów, samochodów, broń na ulicy – jak ci się nic nie stanie, to masz farta.
Bez dwóch zdań, poczucie bezpieczeństwa w Tajlandii jest wyższe niż w RPA. Pokażę ci to na bardzo prostym przykładzie. Zrobiłem kilka zdjęć w środkach komunikacji miejskiej i na przystankach. Jak się okazało, może to być bardzo dobry papierek lakmusowy bezpieczeństwa.
Na początek Tajlandia:
1. Ustąp miejsca ludziom w potrzebie. To aż bije ciepłem. Numer jeden – ustąp miejsca mnichom! Czujesz, gdyby u nas w autobusie był znak „ustąp miejsca księdzu”?

2. Lista rzeczy, których nie powinieneś robić w metrze. Fajeczki, śmiecenie, jedzenie – standard. Ale zwróć uwagę na kilka innych – nie wnoś śmierdzących owoców, dużych plecaków no i balonów. Jeśli ci ludzie mają takie problemy jak balony w metrze, to muszą być naprawdę wyluzowani.

A teraz RPA:
1. W metrze nie można: palić i korzystać z gnata. W większości krajów, to raczej logiczne, że przed wyjściem na autobus zostawiasz spluwę w domu przy łóżku. Tu jednak trzeba ludziom przypomnieć…

2. Rozkład jazdy kolejki, a pod spodem numer na infolinię dla ludzi z HIV. Rewelacja, teraz się tylko rozglądasz, czy nikt w pociągu nie ma w ręku strzykawy skierowanej w twoją stronę.
3. Pociąg – górna kartka – oferta powiększenia penisa! W kraju Afroamerykanów? WTF?! Chyba, że to dla białej mniejszości albo to atrakcja turystyczna. W Brazylii tańczysz sambę, w Tajlandii idziesz na masaż, a w RPA powiększasz przyrodzenie. Wszędzie chcesz być przecież jak „lokalsi”. Ta kartka niżej (wiem, że ją słabo widać), to modlitwa do Jezusa. Może to rodzaj terapii?

4. Reklama w pociągu – aborcja – bezpieczna, szybka (pół godziny), tania (około 80 zł). To była jedna z najmocniejszych rzeczy jakie widzieliśmy. Wyobraziłem sobie jak biedne i zdesperowane muszą być tu niektóre kobiety. Nie chcę tego komentować.

5. Uprzejmie prosimy, nie wnoś do pociągu: kałacha, siekiery, maczety i dzidy! Cholera! W Azji zabraniali wnoszenia owoców i balonów!

I jak tu jechać do RPA? Normalnie. Przeczytaj to, co jest w Internecie. Pamiętaj gdzie chodzić, a których miejsc unikać. Nie kuś losu i miej oczy dookoła głowy. Początkowo też się wahaliśmy, czy nie zmienić trasy wyjazdu, ale stwierdziliśmy, że pewnie jest tak jak wszędzie. I tak było. Nic się nie stało. Bardzo się cieszę, że tam pojechaliśmy, bo to jeden z piękniejszych krajów, jakie widziałem.
Nie jest też tak, że się nie boimy. Baliśmy się przed wylotem, baliśmy się też na miejscu w pociągu. Trochę baliśmy się Meksyku, trochę baliśmy się Boliwii, baliśmy się RPA. Skroili nas w Hiszpanii.

