Patagonia w 6 dni

Patagonia w 6 dni

Na Patagonię czekaliśmy kilka ładnych lat. Aż pewnego pięknego dnia wszedł „deal lotniczy“ w tamtym kierunku – lot Mediolan – Ushuaia. Kupiliśmy dwa bilety bez chwili zastanowienia. Całą resztę, czyli między innymi urlop dograliśmy potem. Rezerwowaliśmy loty na Cyprze, kupując bilety przez telefon z kiepskim netem. Determinacja była duża. Udało się. Mimo, że z 12 dni wyjazdu połowa poszła na transport, to i tak zobaczyliśmy naprawdę dużo. Wypożyczyliśmy małe, ekonomiczne auto – VW UP. Dzięki niemu zrobiliśmy w kilka dni 1700 km.

Dzień 1 – Laguna de Los Tres (widok na Fitz Roy)

Szlak na Lagunę de Los Tres to 21 km (8-10 h) tam i z powrotem, w tym ostatni kilometr jest bardzo pod górę i zajmuje relatywnie najwięcej czasu. Wyrusza się z El Chalten – pięknej górskiej miejscowości. Są dwie opcje. Albo idzie się przez Lagunę Capri albo przez Mirador Fitz Roy. Oba szlaki łączą się w jeden po kilku kilometrach. Polecamy wejście przez Mirador Fitz Roy, a zejście przez Lagunę Capri. Mieliśmy okazję wędrować przy pięknej pogodzie (styczniowej, czyli w samym środku lata). Pamiętaj o kremie z filtrem, bo słońce jest mocne (w każdym sklepie w El Chalten dostaniesz odlewkę kremu Nivea – btw dobry biznes, bo ta mała flaszka 40 ml kosztuje niemało). Wspomniany ostatni kilometr jest ciężki, a dla osób w słabej kondycji wręcz może być drogą przez mękę. Ale widoki na finale wynagradzają każde zmęczenie. W dole laguna, na którą „gapi się“ Fitz Roy 3359 m n.p.m.  To niesamowite, ile osób w starszym wieku się tutaj wspina. Po zejściu na dół patagońskie piwo jest wskazane albo przynajmniej argentyński Quilmes (sprzedawane w litrowych butelkach).

DSC_5505

Dzień 2 – Laguna Torre (widok na Cerro Torre)

Szlak na Lagunę Torre to 18 km (7-8 h) tam i z powrotem. Jest dużo łatwiejszy niż ten poprzedni. Jest tylko kilka podejść do góry, spora część szlaku to prawie płaski teren. Trek idealny na start lub po jakimś wymagającym szlaku. Na końcu laguna, na którą tym razem spogląda Cerro Torre 3133 m n.p.m. W jeziorze pływają kawałki lodu, które pękają co chwila.

Co ciekawe, dwa wymienione treki – Laguna de Los Tres i Laguna Torre łączy trzeci szlak. Co oznacza, że zobaczenie góry Fitz Roy i Cerro Torre jednego dnia jest możliwe.

DSC_5616

Dzień 3 – Lodowiec Perito Moreno

Do Perito Moreno najszybciej dostaniesz się z El Calafate (około 70 km). Kiedy wjechaliśmy do parku, zaczął lać deszcz. Pierwszy punkt widokowy jest kilkanaście kilometrów od czoła lodowca i tam właśnie lało. Chwilę później było słonecznie. Patagonia to więc dobry region na lekcję cierpliwości. Po parku chodzi się po kładkach. Warto zostać tutaj kilka godzin. Lodowiec można fotografować na różnych wysokościach z innych perspektyw. Można też po prostu usiąść i pogapić się na wielkie, niebieskie kawały lodu, które co chwilę trzeszczą, pękają albo się odrywają. Perito Moreno to jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy na Ziemii, jakie widziałam.

DSC_5864

Dzień 4 i 5 – Park Torres del Paine

Park Torres del Paine to już chilijska Patagonia. Z El Calafate (Argentyna) jest tam około 250 km. W Torres del Paine jeździ się szutrowymi drogami. Park można zwiedzić autem, zatrzymując się na „lookout’ach“, robiąc trekkingi z parkingu. Można też wybrać opcję marszu przez cały park. Są dwie najbardziej znane trasy – „W trek“ (4-5 dni) i „O trek“ (8-10 dni). My niestety byliśmy ograniczeni czasowo, więc zrobiliśmy opcję auto + krótkie szlaki. Pierwszego dnia parku nie było widać za chmurami deszczu, ale na szczęście kolejnego się przejaśniło. Park jest niesamowity, bo gdyby nawet tylko autem go zwiedzać, to jest się czym zachwycać przez okno. Droga przez park wiedzie między jeziorami, lagunami i górskimi szlakami.

Najważniejszym punktem w Torres del Paine jest Mirrador Las Torres, czyli widok na wieże, od których wzięła się nazwa parku. Trek na ten widok to 16 km tam i z powrotem. Często nocuje się na kempingu, który jest pod drodze, żeby nazajutrz ruszyć na widok na wieże o wschodzie słónca. Mieliśmy taki plan, ale śnieg, który spadł nam go pokrzyżował. Zamknięto szlak na jakiś czas.

DSC_6466

Inny ważny punkt w Torres del Paine to Cuernos. Widoczne są z niemal każdego miejsca w parku. Ale można też podejść pod Cuernos. Tutaj uwaga na wiatr. Wieje bardzo mocno. Stanie i chodzenie prosto jest tu niemożliwe. Ale to w końcu charakterystyka tego klimatu.

DSC_6266

Dzień 6 – El Calafate / Ushuaia

Ostatni dzień zostawiliśmy na El Calafate i przejazd do Ushuaia, skąd wracaliśmy do Europy. El Calafate to bardzo turystyczne miasteczko, pełne knajp i sklepów z pamiątkami. Dzięki temu, że tuż za miastem znajduje się Lago Argentino (jezioro), widoki z drogi prowadzącej do El Calafate są cudne.

DSC_6511

Ushuaia – Fin del Mundo, czyli koniec świata. To najniżej wysunięte na południe miasto na świecie. Dla samej symboliki warto tu być. Wokół Ushuaia też jest co robić, np. Park Tierra del Fuego. Z Ushuaia również można dostać się na Antarktydę (najkrótszy rejs to 10 dni, koszt – 5000 USD w górę).

DSC_5353

Oczywiście, że 6 dni na Patagonię to za mało. Ale w 6 dni jesteś w stanie przejechać kawałek Ruta 40, zachwycić się nieskończoną przestrzenią, „potrekkingować“, poczuć na plecach patagoński wiatr, spotkać lamy guanaco, zmoknąć w deszczu czy spalić twarz na słońcu.

Kiedyś tu wrócimy na 100%.

  • Kaśkaderka Mała

    Zdjęcia <3

    • Patagonia jest bardzo fotogeniczna ;)

  • A ja się zastanawiam ile kilogramów schudliście? Bo chyba sporo wysiłków kosztowało obejść te wszystkie atrakcje :) Też uważam, że zdjęcia są przepiękne! Niesamowite widoki i świetna pogoda, czy tak jest tam zazwyczaj?

    • Trochę z brzucha zeszło na pewno, ale to był tylko tydzień, więc bez szału :) Zwłaszcza, że patagońskie steki są bardzo smaczne ;) Teraz na półkuli południowej jest lato, więc sezon w pełni :) Mieliśmy szczęście do pogody, ale w sumie też okazję poczuć prawdziwy patagoński wiatr we włosach i deszcz ;) Pogoda tam – jak to górach zmienna lubi być. W Torres del Paine, tak jak wspominam w tekście, spadł śnieg :)

  • jak

    czesc! Wyszły Wam bardzo ładne zdjęcia, świetne kolory, jakim sprzętem fotografujecie?

    • Cześć! Wielkie dzięki za komentarz :) chociaż pogoda i światło nie zawsze rozpieszczały :)) co do kolorów – zdecydowanie warto robić zdjęcia w RAWach – potem jest bardzo duża możliwość dostosowania ekspozycji i barw w postprodukcji (np w Lightroomie). Mamy amatorski sprzęt z niedrogim obiektywem Nikona :)

      • jak

        Zdjęcia wyszły rewelka. Próbuję odtworzyć sobie Waszą trasę na Google maps. Czy dobrze rozumiem, że zaczynaliście i kończyliście w Ushuaia? Byłbym wdzięczny za jakaś mapkę (np. screenshot) z tego wyjazdu.
        Pozdrawiam,
        Jakub

        • Przylecieliśmy do Ushuaia, następnie samolotem do El Calafate – stąd samochodem mniej więcej taka trasa: http://bit.ly/2eeBQ3l Następnie powrót samolotem z El Calafate do Ushuaia i do domu :)

        • Trasa to: Lot do Ushuaia, potem lot do El Calafate, tam samochód i mniej więcej taka trasa: http://bit.ly/2dVjHJ4 (El Calafate – El Chalten – El Calafate – Perito Moreno – Torres del Paine – Puerto Natales – El Calafate), następnie lot do Ushuaia i z powrotem do domu :) Krótko, intensywnie ale baaardzo pięknie :)

        • Trasa to: Lot do Ushuaia, potem lot do El Calafate, tam samochód i mniej więcej taka trasa El Calafate – El Chalten – El Calafate – Perito Moreno – Torres del Paine – Puerto Natales – El Calafate, następnie lot do Ushuaia i z powrotem do domu :) Krótko, intensywnie ale baaardzo pięknie :)

          • pegazing.wordpress.com

            Cześć, ile kosztowało Was wypożyczenie samochodu? I dobrze zrozumiałam, że Wasz pobyt trwał 12 dni, ale 6 dni poświęciliście na dojazdy, a 6 na zwiedzanie?

          • Hej, dzięki za komentarz :) Co do czasu na miejscu, to byliśmy coś około tygodnia. Loty niestety dość długie (cały dzień w Sao Paulo + cała noc w Buenos Aires). Co do samochodu – tanio niestety nie jest i trzeba rezerwować dużo wcześniej bo wyprzedają się bardzo szybko w sezonie. Rezerwowaliśmy w wypożyczalni Budget (przez ich stronę). Koszt wynosił około 300 zł za dzień wynajmu. Do tego była jeszcze „cross border card” – jeśli chcesz pojechać do Chile. Normalnie kosztuje 300 zł. Nas albo zapomnieli albo nie chcieli za to obciążyć – nie zapłaciliśmy nic :) Może dzięki temu, że nie mogli jej nam wystawić od ręku i musieliśmy poczekać dzień. Generalnie z samochodem jest bardzo drogo, ale bardzo warto. Mieliśmy małego Volkswagena Up, więc naszą trasę pokonasz każdym autem :)) Kiedy lecisz? Pozdrowienia!

          • pegazing.wordpress.com

            Cześć, bardzo Ci dziękuję za odpowiedź, jest ona dla mnie niezwykle pomocna :) Ja teraz jestem na tym etapie, że podjęłam decyzję, że w przyszłym roku (listopad/grudzień) jadę do Ameryki Południowej i zbieram informacje praktyczne ;) Najbardziej chciałabym trafić w te rejony, w których mniej wiecej byliście, ale jakby nie wyszło to w alternatywie jest też Peru.

    • Wielkie dzięki! A ten nasz Nikon to D7100 + obiektyw 18-105 – także obiektyw niestety nic specjalnego ;) Marzy nam się lepszy :)