Islandia w 3 dni

Islandia w 3 dni

Podróżować można na wiele sposobów. Można eksplorować miejsca wszystkim dobrze znane, można odkrywać zakątki, do których nikt jeszcze nie dotarł. Można przemieszczać się samolotem, rowerem, traktorem czy maluchem. Można sobie wymyślić temat podróży i wedle niego przemieszczać się. Można w końcu w jednym miejscu spędzać nawet setki dni, a można chcieć zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. I właśnie ten ostatni opis do nas pasuje. Chcemy zobaczyć jak najwięcej do emerytury, żeby na emeryturze wracać w te miejsca. Będziemy wracać i wspominać młodzieńcze lata.

Taka właśnie była też Islandia – szybka i konkretna. Zjechaliśmy całe południe, żeby kiedyś jak tam wrócimy (a wrócimy na pewno), odwiedzić północ wyspy. Cel wyjazdu był jeden – zobaczyć zorzę.

Dzień 1

Wylądowaliśmy około 20 w Rejkjawiku. Odebraliśmy zarezerwowane auto i uderzyliśmy w miasto. Szkoda nam było kolejnego dnia na stolicę, więc tego wieczora zrobiliśmy wszystko, żeby poczuć jej klimat, a rano uciekać do natury. Rejkjawik na pierwszy rzut oka skojarzył mi się ze Stavangerem (Norwegia). W sumie miasta łączy liczba mieszkańców (około 120 tys.), ale to nie w ludzi poszło moje skojarzenie. Bardziej wygląd miasta, układ ulic, budynki przypomniały mi Stavanger. W Rejkjawiku jest tak skandynawsko, czysto, ale też drogo jak przystało na północne ceny. Tak czy siak Rejkjawik zaliczam do miast, które mi się podobają. Mimo, że mieliśmy na zwiedzanie tylko wieczór i spacer w deszczu, polubiłam tę stolicę.

Rejkjawik
Rejkjawik

Dzień 2

Drugiego dnia ruszyliśmy na wschód od Rejkjawiku. Im dalej, tym bardziej robiło się biało. W pewnym momencie jechaliśmy już tylko w białą otchłań. Śnieg był wszędzie i ograniczał widoczność do minimum. Już wtedy nazwaliśmy wyspę White Landem. Co jeszcze udało nam się tego dnia zobaczyć: Park Thingvellir – bardzo sejsmiczny i wulkaniczny, to tu stykają się płyty tektoniczne euroazjatycka i północnoamerykańska, Gejzer Strokkur – największy czynny gejzer Islandii, krater wulkanu Kerid, który niestety schował się pod grubą warstwą śniegu oraz Kościół Skalholt. Kościoły na Islandii od kiedy je znam są moimi ulubionymi – takie minimalistyczne – urzekły mnie.

Islandia
Biała otchłań na Islandii

 

Islandia
Strokkur

 

Islandia
Skalholt

 

Islandia
Kerid

 

Dzień 3

Trzeci dzień wypełniliśmy wodospadami, lodowcami, lagunami i znanym wrakiem samolotu. Ale od początku – widzieliśmy dwa piękne wodospady. Pierwszy – Seljalandsfoss i Skogafoss. Ten pierwszy zastaliśmy w totalnym śniegiem. Mimo wszystko był piękny i wyjątkowy. Jego wyjątkowość polega na tym, że można go „zajść od tyłu”. Skogafoss natomiast zachwycił nas swoim położeniem. Górzyście dookoła i zielono nawet w środku zimy. Kolejny przystanek – wrak samolotu w okolicy Solheimasandur. Wrak robi wrażenie, zwłaszcza, że jest tuż przy oceanie. To wrak maszyny marynarki wojennej z USA z 73 r. Samolot rozbił się, bo zabrakło paliwa. Na szczęście nikt nie zginął. Co jeszcze zachwycającego widzieliśmy na Islandii? Czarną plażę, na której możesz robić zdjęcia biało-czarne i nie potrzebne są do tego żadne programy. Glacier Lagoon (Jokulsarlon) – to następny unikat na naszej drodze. Lodowa laguna, w której rządzą zimnolubne zwierzaki, w tym pocieszne foki. To jezioro wypełnione kawałkami i okruchami lodu. Co raz z wody wynurza się foka bawiąca się z drugą. Jak na filmie przyrodniczym na biologii.

Islandia
Seljalandsfoss

 

Islandia
Skogafoss

 

Islandia
Wrak samolotu w okolicy Solheimasandur

 

Islandia
Czarna plaża

 

Islandia
Lodowiec po drodze do Glacier Lagoon

 

Islandia
Glacier Lagoon

 

Ten dzień zakończył się wisienką na torcie – zobaczyliśmy zorzę polarną. W tym temacie na pewno rozpisze się Maciek, który marzył o jej zobaczeniu od lat.

Islandia
Zorza polarna

Można poczuć Islandię w 3 dni? Można. Powyżej dowód.