Podróże kształcą… I rozśmieszają

Podróże kształcą… I rozśmieszają

Chcecie zacząć mieć dystans do świata? Zacznijcie go zwiedzać. Pokażemy wam 10 krótkich sytuacji, dzięki którym można stwierdzić, że Polska to całkiem normalny kraj.

Oto 10 (co najmniej dziwnych) nieeuropejskich sytuacji, których doświadczyliśmy w Boliwii. Nie ma sensu z nimi walczyć – tak dla własnego zdrowia psychicznego.

1. W sklepie – kupujemy Quinuę, bardzo zdrową kaszę i okazuje się, że mamy wybór, jedno opakowanie jest po 12 BOB, inne (identyczne!) po 13,70 BOB. Oczywiście zaryzykowaliśmy i wzięliśmy tańszą.

2. Plac budowy – panowie budujący dom, podrzucali cegły z rąk do rąk, z jednego piętra na drugie – przecież to takie bezpieczne. Robili to na takim luzie, jakby te cegły w najgorszym wypadku miały im zrobić masaż.

3. Jezdnia – na czerwonym świetle dziewczynka przed maską auta stała na głowie, tańczyła, a jedynymi zdziwionymi byliśmy oczywiście my. To chyba był taki rodzaj zarobku. U nas mycie szyby na czerwonym, a w Boliwii stoją na głowie przed maską.

4. Sklep z pamiątkami:

Paula: Przepraszam po ile są te lamy (magnesy na lodówkę)?

Pani w sklepie: Po 5 BOB (1BOB-około 0,50 zł).

To samo pytanie do drugiej ekspedientki w tym samym sklepie.

Druga ekspedientka: 6 BOB, a normalnie po 7 BOB.

Nie ma to jak zamotać turystę…

5. Wyrzucanie śmieci przez okno autobusu – jeden z pasażerów po zjedzeniu batonika, otworzył okno i pozbył się zbędnego papierka. Mieliśmy wrażenie, że gdyby nawet wyrzucał kubeł śmieci nikogo by to nie dziwiło.

6. Droga z Uyuni do Potosi – po 3 dniach na Salarze, po 1200 km przejechanych pustynnymi szlakami, mieliśmy ochotę pospać w wieczornym autobusie z Uyuni do Potosi. Niestety nie udało nam się zmrużyć oka. Kierowca zrobił „imprezę” i nastawił muzykę na full. Gdyby to jeszcze była gorąca cumbia, a nie „disco boliviano”, to chociaż byśmy się zrelaksowali, ale tak, nie mieliśmy szans.

7. Ruch uliczny – pierwszeństwo ma zawsze auto, a jak masz wątpliwość, patrz punkt pierwszy. Jak dalej masz wątpliwość, to drugi listopada będzie Twoim świętem.

8. Budka z hamburgerami – tu także obowiązuje zasada pierwszeństwa. Lokalni zawsze będą obsłużeni przed Tobą. Nieważne czy Twoja kolej jest teraz, czy była 3 osoby wcześniej. Jesteś „Gringo”, czekaj.

9. Zasady wolnego rynku nie istnieją. Adam Smith do Boliwii na pewno nie zawitał. Na półce jedna cena, w kasie druga. Na bazarku taniej niż w supermarkecie. A tak w ogóle jogurty nie stoją w lodówce.

10. Turyści nie są mile widziani. Wszędzie na świecie na przyjezdnych patrzą jak na worek z pieniędzmi. Tutaj, bardziej jak na siatkę ze starymi rybami. Oczywiście są tacy, którzy są mili. Pewnie byli za granicą.

Myślicie pewnie teraz, że nie polecamy Boliwii. Nigdy w życiu! To jedno z najbardziej fascynujących miejsc, w których byliśmy.