Co łączy Egipt z Republiką Południowej Afryki?

Co łączy Egipt z Republiką Południowej Afryki?

Odpowiedź na to pytanie brzmi „Maluch”, czyli Fiat 126p, a w nim Arkady Paweł Fiedler, który podobnie jak jego dziadek (Arkady Fiedler, podróżnik, autor takich książek jak „Dywizjon 303) czuje bardzo osobistą więź z Afryką.

Kiedy byłem na prezentacji Arkadego, w której opowiadał o swoim projekcie „Po Drodze”, patrząc na zdjęcia i słuchając opowieści od razu wiedziałem, że tak jak ja Arkady w szczególny sposób postrzega podróżowanie samochodem i drogę samą w sobie. O tym właśnie, o Afryce, i o doświadczeniach, które może dać nam droga rozmawiamy w tym wywiadzie.

_igp4430

GAPIE: Arkady, co daje Ci podróżowanie samochodem? Co jest w tym wyjątkowego?

Arkady Paweł Fiedler: Zdecydowanie wolność. I niezależność.

 

G: Kiedy to się zaczęło? Pamiętasz moment, w którym pojawiła się fascynacja samochodami?

APF: Początek to mniej więcej czas, kiedy skończyłem 17 lat i zrobiłem prawo jazdy. Nie, nawet wcześniej. Jeszcze zanim zrobiłem prawo jazdy, to już jeździłem maluchem po okolicznych lasach puszczykowskich. Kiedy miałem już swój samochód bardzo dużo jeździłem po Polsce. Pamiętam nawet jak wyruszyłem w moją pierwszą, daleką podróż. Do Warszawy. I tak się chyba zrodził ten sentyment. Nawet kiedy przez pewien czas mieszkałem w Wielkiej Brytanii, to świadomie rezygnowałem z samolotu podczas powrotów do domu, żeby tylko pojechać samochodem.

 

G: Znam sporo osób, które kochają samochody i jazdę nimi, ale to nie zawsze oznacza fascynację drogą samą w sobie. Wiem, że dla Ciebie droga jest czymś wyjątkowym. Gdzie leżą drogi najbliższe Twemu sercu?

APF: W Afryce. Ten kontynent był zawsze obecny w moim życiu, zawsze gdzieś obijał mi się o uszy i był dla mnie szczególny. Działo się tak m.in. ze względu na muzeum mojego dziadka (Muzeum Arkadego Fiedlera). Mamy tam mnóstwo eksponatów pochodzących z Afryki. Poza tym zarówno mój dziadek jak i moi rodzice często podróżowali do Afryki.

 

G: Rozumiem, że masz sentyment do afrykańskich dróg, ale czy można obiektywnie powiedzieć, że podróż samochodowa przez ten kontynent jest wyjątkowa? Które drogi najbardziej zapadły Ci w pamięć?

APF: To trudne pytanie. Każdego dnia było mnóstwo wrażeń, które w dodatku budziły zupełnie różne emocje. Na pewno na zawsze zapamiętam przejazd przez Ugandę. Bardzo malowniczy kraj i bardzo wymagające drogi, szczególnie dla mojego samochodu – malucha. W tym miejscu sam cel podróży schodził na drugi plan, bo całą moją uwagę pochłaniała sama droga – przemierzanie, przygoda, walka z kałużami błotnymi, koleinami. Niesamowita była też droga w Kenii Północnej, która biegła w buszu. Jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń zapewnia też przejazd przez Namibię. To raj dla każdego, kto tak jak ja, lubi miejsca puste i nienaruszone przez człowieka. Jedynym elementem, który świadczy o cywilizacji jest właśnie ta wytyczona droga, biegnąca przez dzikie pustkowia.

_igp3765

G: Ja osobiście dość rzadko podróżuję na fotelu pasażera, chociaż kilka razy mi się zdarzyło i mam wrażenie, że to zupełnie inne doświadczenie w porównaniu do tego, które nam towarzyszy, gdy kierujemy samochodem. Co o tym sądzisz?

APF: To zależy od tego, co lubimy w podróży samochodem i od tego, jaką drogą jedziemy. Jeśli jesteś osobą, która podczas jazdy lubi podziwiać krajobraz, to prawdopodobnie na asfaltowej drodze będziesz czuł się tak samo dobrze zarówno w roli kierowcy jak i pasażera. Na trudnej drodze skupienie często musi być tak duże, że cały świat za oknem przemija niezauważenie. W tym momencie niektórzy mogą nawet woleć fotel pasażera, a niektórzy wręcz przeciwnie. Maluch jest specyficznym samochodem. Z założenia jedzie się nim wolno. Świat za oknem przemija też wolniej i wszystko do nas dociera. Do środka.

 

G: Maluch ma na pewno wiele plusów, ale wszyscy wiemy, że ma też kilka małych – bo przecież sam jest mały – minusów. Miałeś czasem ochotę zostawić go na afrykańskiej pustyni i przesiąść się do czegoś wygodniejszego?

APF: Nie było takiej sytuacji. Szybko się do niego przywiązałem. Ludzie chyba ogólnie przywiązują się do samochodów. W takiej długiej podróży, samochód staje się jak osoba, o którą trzeba dbać, o którą trzeba wręcz zabiegać, żeby funkcjonował. Była między nami osobista więź.

G: Pewnie więc często ze sobą rozmawialiście :)?

APF: Cały czas z nim rozmawiałem. Były oczywiście takie momenty, że miałem go dosyć. Kiedy jedziesz drogą, która wymaga około 10 godzin na przejechanie 200 – 300 km i masz cały czas zgięte kolana, masz po prostu dość. Bolały mnie kolana, bolały mnie plecy. Miałem zwykłe „maluchowe” siedzenie. Wszystko mnie bolało. Czasem się zastanawiałem, czy ja sam nie padnę zanim maluch się popsuje. Mimo tych niedogodności nie było jednak takiej sytuacji, żebym chciał go zostawić. To jest w ogóle rzecz, która mnie często denerwuje, kiedy śledzę różne wyprawy samochodowe. Niejednokrotnie widzę ludzi, którzy kupują stary i tani samochód z podejściem będzie fajnie, będzie heca, a potem go porzucimy. Ja nie mógłbym porzucić mojego samochodu. W jakimkolwiek by nie był stanie, na pewno chciałbym go dostarczyć do domu i po prostu o niego zadbać.

 

G: Krótkie pytanie – asfalt czy „offroad”?

APF: Nie jestem „offroadowcem”, chociaż miałem okazję odbyć takie przejazdy i jest to ogromna frajda i niesamowita przygoda. Podoba mi się. Trzeba tylko pamiętać, że „offroad” rzadko jest długą wyprawą. To z reguły krótkie odcinki. Trochę „offroadu” miałem w Ugandzie, gdzie 20 km jechałem 3-4 godziny. Fascynujące. Chcę jeszcze trafiać na takie drogi. Asfalt ma jednak swoje zalety. Jazda ładnym i gładkim asfaltem jest dla mnie często odpoczynkiem. Mogę wtedy podziwiać piękno krajobrazu, robić więcej przystanków i poznawać lokalnych ludzi. Akurat w tym przypadku lubię chyba mieszać. Afrykę można przejechać całą asfaltem, ale można wybrać mieszankę dróg asfaltowych oraz bardziej dzikich. Podobnie planuję z resztą przejechać Azję.

_igp6204

G: Najpierw podróż przez Polskę, ostatnio przez Afrykę, za niedługo podróż przez Azję. Jakie są dalsze plany malucha?

APF: Najbliższy etap to Azja, następnie dwie Ameryki – od Alaski w USA do Ziemi Ognistej w Argentynie. Później chciałbym chyba wrócić do Afryki.

 

G: A Australia?

APF: Szczerze mówiąc nie mam jej w najbliższych planach. Ciągnie mnie tam, ale nie aż tak bardzo jak w inne miejsca. Australia wydaje mi się bardzo monotonna. Oczywiście są tam fascynujące drogi, przejazdy i miejsca, ale to wciąż jedno państwo, podobni ludzie. Ameryki są na pewno bardziej zróżnicowane. Na pewno chętnie kiedyś odwiedzę Australię, ale w najbliższym czasie nie planuję.

 

G: To teraz pytanie z serii praktycznych – z czym wiąże się transportowanie takiego malucha na inny kontynent?

APF: Najważniejsza rzecz, którą trzeba mieć w głowie, to świadomość kosztów. Podróże samochodowe, zwłaszcza dalekie sporo kosztują. Na to trzeba być przygotowanym i raczej bym nie wierzył w historie, że da się jechać za 8 dolarów dziennie. To naciągane hasła. Benzyna kosztuje. Dostarczenie samochodu gdzieś daleko też kosztuje. Wysłanie samochodu do Ameryki (kontener, opłaty portowe) to jest koszt równoważny przejechaniu samochodem całej Ameryki. Trzeba też pamiętać o różnego rodzaju formalnościach, takich jak międzynarodowe prawo jazdy. Koniecznie musimy zadbać o ubezpieczenie, bo w większości krajów poza Europą polskie OC, bo to jest najważniejsze, nie działa. Trzeba je więc wykupić w danym państwie. Często robi się to na granicy. W wielu państwach są też restrykcje wwożenia samochodów i żeby wjechać własnym pojazdem trzeba uzyskać specjalny dokument celno-podatkowy, który nazywa się „Carnet de Passage”. Wydaje go Polski Związek Motorowy. Za ten dokument trzeba zapłacić kaucję. Sprawdzałem ostatnio, ile kosztuje taka kaucja tylko na jeden kraj, do Iranu, dla malucha wartego 2 000 zł. To koszt 30 000 zł.

_igp1033

G: Kiedy sam myślę o długich wyprawach samochodowych, to zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy trzeba znać się na mechanice samochodowej, żeby wyruszyć w taką podróż jak Ty?

APF: Moim zdaniem nie trzeba. Naprawdę każdy może odbyć taką podróż. Ludzie spotkani po drodze są na ogół bardzo pomocni. Pomogą nam naprawić auto albo pomogą nam znaleźć mechanika. Wystarczy więc, żeby człowiek potrafił się zorganizować na miejscu. Wtedy na pewno poradzi sobie z każdym problemem.

_igp6588

_igp6519_1

_igp3751

_igp2771

 

Zdjęcia autorstwa Arkadego Pawła Fiedlera