Brazylijski power

Brazylijski power

W Brazylii widzieliśmy tylko Rio de Janeiro i Wodospady Iguazu. Tylko i aż. Te dwa miejsca i spotkani tam ludzie wystarczyli, żeby przekonać się o żywiołowości tego kraju. Jest kilka rzeczy, które się na to składają.

Samba

Na pewno przynajmniej raz w życiu widziałeś występ samby brazylijskiej w telewizji, sieci, a może i na żywo. Ten taniec to dawka dużej ilości, szalonej energii. Nie bez przyczyny samba tańczona w parze uchodzi za taniec kochanków. Mnóstwo w nim intymności, energii i radości. Bardzo żałuję, że nie zdążyliśmy zobaczyć samby na żywo. Następnym razem – występ i lekcja – koniecznie!

Klimat

W Rio de Janeiro w ciągu roku temperatura powietrza zazwyczaj nie spada poniżej 15 stopni Celsjusza. W porze deszczowej, owszem pada deszcz, ale są to zazwyczaj krótkie deszcze tropikalne. I jak tu nie lubić takiej pogody. A ta robi swoje. Wstajesz rano, za oknem masz słońce i maksymalnie przyjemny chłód. I od razu, tym samym dobry humor i energię od początku dnia.

Plaże

Idziesz alejką na Copacabanie czy Ipanemie, a tam roznegliżowane ciała, zgrabne dziewczyny, prężący muskuły chłopaki, a nawet pięćdziesiątki robiące skłony czy dojrzali faceci biegnący wzdłuż wybrzeża. I co robisz? To samo. Bo nie chcesz wyglądać gorzej, bo masz do tego warunki, bo inni cię motywują. Po pracy, przed pracą, nieważne kiedy. Po prostu dbasz o linię. Nawet jak nie masz czasu, to masz czas – na pracę nad utrzymaniem zgrabnej sylwetki zawsze. My mieliśmy tylko raz okazję, ostatniego dnia w Rio, trochę poplażować. Kiedy rozkładasz tam ręcznik i patrzysz w lewo, w prawo czy do tyłu, ktoś właśnie zaczyna trening. I co robisz? To samo. Automatycznie w twojej głowie pojawia się myśl, żeby zrobić kilka skłonów, przebiec się czy porozciągać. Ja tak miałam. Ty też byś tak miał.

Integracja

To, co mocno wyróżnia Brazylijczyków, to fakt, że są bardzo zintegrowani. Jak to się objawia? Podam ci dwa przykłady. Pierwszy. Wsiadamy do pociągu na Corcovado, wsiadają ludzie, wsiada też grupa ubranych w narodowe barwy młodych chłopaków. Jak tylko ruszyliśmy, zaczęli wystukiwać rytm samby na bębnach i innych brazylijskich instrumentach. W tej samej sekundzie, ludzie (głównie Brazylijczycy) jakby poderwali się z miejsc i z uśmiechem zaczęli klaskać i podziwiać młodych wykonawców. Moje nogi tańczyły na siedząco. Było wesoło, skocznie i bardzo dynamicznie. Dzięki nim wjazd na najpiękniejszy widok na Rio de Janeiro, stał się jeszcze lepszy. Drugi przykład. Autobus, późny wieczór. Do autobusu wpadają panowie z gitarą i zaczynają śpiewać portugalską wersję wspominanego już przez Maćka Bob’a Marley’a „No woman no cry”. Wszyscy zaraz podśpiewują to sobie pod nosem, a na koniec panowie otrzymują szczere brawa.

Wszystkie powyższe elementy powodują, że właśnie w taki sposób zapamiętam Brazylię – na wesoło i energicznie.