Czwarta historia – ciężka praca

Czwarta historia – ciężka praca

Myślisz, że twoja praca jest ciężka?

Codziennie pobudka między pierwszą a drugą w nocy i minimum trzykilometrowy spacer do „biura”. Te trzy kilometry zajmują około godziny, bo droga pnie się mocno w górę. Jeśli jednak pokonuje się ją codziennie, po jakimś czasie brak zadyszki i przerw na odpoczynek. Biuro jednak nie jest typowym biurem. To dno wulkanu Ijen („Kawah Ijen”), co w tłumaczeniu oznacza samotny krater.

Po co schodzić przez sześć dni w tygodniu w dół krateru? W Ijen wydobywa się siarkę. Dzięki wbudowanym rurom wycieka z wnętrza Ziemi na powierzchnię. Towarzyszą temu kłęby gryzącego dymu i wszechogarniający smród. To tak jakby zraniona Ziemia krwawiła na żółto-brunatno.

Sario nie pamięta ile ma dokładnie lat. Pamięta tylko, że w dół krateru schodzi od około dwudziestu pięciu lat. Wydaje mu się, że zaczął mając mniej więcej dwadzieścia. Można więc wnioskować, że ma około pięćdziesiątki.

Codziennie pokonuje trzykilometrową trasę. Chwyta za łom i podchodzi do miejsca, gdzie siarka zdążyła już zaschnąć i zmienić kolor na żółty. W tym miejscu cały czas bucha gryzący dym. Kiedy wiatr kieruje go w twoją stronę, nie ma innego wyjścia niż odwrócić się i przestać na chwilę oddychać. Jeśli dym przez dłuższą chwilę cię otacza, jedyne co możesz zrobić, to wycofać się i schować na jakiś czas. Kiedy dym buchnął w naszą stronę, większości z nas poleciały łzy i zaczęliśmy się krztusić, mimo że na twarzach mieliśmy maski. Sario nie miał maski. Zasłonił nos rękawem i spokojnie poczekał, aż wiatr zmieni kierunek. Po ponad dwudziestu latach, jego płuca zdążyły się już przyzwyczaić do ekstremalnych warunków.

Kilkoma uderzeniami łomu rozłupuje skorupę siarki. Powstałe w ten sposób odłamy zbiera i układa w dwóch koszykach połączonych ze sobą jedną wspólną częścią. Koszyki są wypełnione po brzegi. Ułożoną w ten sposób siarkę musi zanieść do najbliższego miejsca, gdzie można ją sprzedać – trzy kilometry od dna krateru. Sario podnosi koszyki tak jak wszyscy robotnicy. Schyla się i wsuwa bark pod część, która je łączy, po czym podnosi i trzyma zawieszone między barkiem a szyją, podtrzymując też rękoma.

Nie byłoby w tym nic tak nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że koszyki ważą między sześćdziesiąt pięć a dziewięćdziesiąt kilo. Mając dziewięćdziesiąt kilogramów zawieszonych na barku Sario musi podejść stromo pod górę, a następnie przejść trzykilometrową męczącą trasę. Czasem robi to jeden raz dziennie, czasami dwa razy dziennie. Mniej więcej w połowie trasy powrotnej przy drodze stoi waga, na której można powiesić koszyki i dużym odważnikiem sprawdzić ich wartość. Za jeden kilogram siarki dostaje około 900 rupii indonezyjskich, czyli jakieś 24 grosze. Dziewięćdziesięciokilogramowy koszyk wart jest więc około dwadzieścia pięć złotych. To niezły zarobek.

Sario nie ma żony, nie ma dzieci. Mieszka z bratem. Twarz ma zmęczoną, ale nie zastanawia się nad zmianą pracy. Mimo, że pracuje w bardzo trudnych warunkach, codzienny wysiłek fizyczny pozwala mu zachować zdrowie. Jest pogodnym człowiekiem. Na pytanie czy jest szczęśliwy, odpowiada „oczywiście, że tak”. Przecież ma pracę i źródło zarobku. Być może nie jest świadom tego, że mogłoby być lepiej. A być może jego minimalistyczne wymagania pozwalają mu się cieszyć tym co ma. Ma głowę wolną od zmartwień.

  • Margo

    a skąd znacie tą historię ? opowiadał po angielsku czy jakiś przewodnik tłumaczył ? jak to się stało, że tam byliście ?

    • Historię znamy bo rozmawialiśmy z Sario. Nie mogliśmy rozmawiać sami, bo my nie mówimy w jego języku. Pomagał nam przewodnik. Znaleźliśmy się tam podczas podróży po Indonezji. Krater Ijen znajduje się we wschodniej części Jawy. Można się tam dostać samemu bez większego problemu. Żeby zobaczyć „blue fire” trzeba jednak wyruszyć ok 2 w nocy. Opiszę to niedługo we wpisie na blogu. Pozdrawiam!