Jedenasta historia – twoja szkoła tańca

Jedenasta historia – twoja szkoła tańca

Nie możesz przejść obojętnie obok kogoś, kto realizuje swoje marzenia. Nieważne, czy jest to plan na podbój świata, zgłębianie tajemnic nauki czy prowadzenie budki z hot-dogami. Ludzie, którzy robią coś z pasją są zaraźliwi i motywujący. Taką osobę poznaliśmy w Buenos Aires.

W Buenos bardzo chcieliśmy zatańczyć tango. W weekend można to zrobić na ulicy. W mieście są tzw. „milonga”, czyli miejsca, gdzie ludzie spotykają się, aby tańczyć tango. To był poniedziałek, więc musieliśmy znaleźć inne rozwiązanie. Poza tym nie znamy tego tańca na tyle, aby wziąć różę „w zęby” i śmiało iść przez ulicę. Trafiliśmy więc do szkoły tańca.

Wysokie schody prowadziły na pierwsze piętro, a tam przywitał nas Christian. Początkowo nie zapowiadało się, że będzie bohaterem tego wpisu. Chwilę porozmawialiśmy i zaczęliśmy tańczyć. Krok podstawowy, a w przypadku tego tańca po prostu spacer, potem kilka zwrotów, a następnie słynne zarzucenie przez partnerkę nogi na partnera. Lekcja minęła szybko. Godzina przeleciała jak 15 minut. Mimo, że tango to nie do końca nasz styl, to nawet taka podstawowa lekcja w Buenos Aires jest czymś wyjątkowym.

Po zakończonej lekcji usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Pierwsze, proste pytanie z naszej strony sprawiło, że poznaliśmy Christian’a z zupełnie nowej strony. Zapytaliśmy, czy mógłby opowiedzieć nam coś o tym tańcu. Wyglądało to mniej więcej tak, jakbyśmy poprosili dziecko, żeby pokazało nam jak bawi się zabawkami. Przez najbliższą godzinę słuchaliśmy historii tanga. Od początku, kiedy było brudnym tańcem robotników, aż do czasów kiedy stało się ekskluzywnym tańcem salonowym. Słuchając go, mimowolnie historia tego tańca zaczęła nas interesować.

Christian jeszcze kilka lat temu był studentem akademii sztuk pięknych. Studiował, a później także wykładał literaturę. Słuchał różnej muzyki, w większości niszowej. Jako Argentyńczykowi, tango zawsze było mu dość bliskie. Któregoś dnia jednak, kiedy do muzyki spróbował postawić kilka kroków, jego punkt widzenia w 100% skupił się na tańcu. Od tej pory chciał po prostu tańczyć tango.

Mnóstwo godzin treningu, ale jeszcze więcej w domu, samemu, doskonaląc swój styl. Ogromny zapał, determinacja, ale przede wszystkim pewność i satysfakcja z tego co robi sprawiły, że dziś po kilku latach ma w Buenos Aires własną szkołę tanga.

Po chwili zostaliśmy zasypani książkami ze zdjęciami różnych figur, oraz setkami płyt kompaktowych z jego ulubionymi utworami. Christian powiedział nam, że tango można znaleźć wszędzie. W tym momencie włączył nam jedną ze swoich płyt. Mimo że my usłyszeliśmy tam hip-hopowy rytm, on zaczął tańczyć do tego swój taniec. I świetnie mu to wyszło.

Kiedy widzisz człowieka, który robi coś z pasją, czujesz się chory, zarażony, zainfekowany. Z każdej strony otacza cię jego magia. I wtedy zaczynasz myśleć, że nie musisz całego dnia spędzać w biurze przy komputerze. Da się inaczej. Wystarczy spróbować. Każdy może mieć swoją małą szkołę tańca w Buenos Aires.

  • O.

    pasję widać w oczach. Odnaleźliście takiego złowieka na drugim końcu świata, ale tu u nas, na naszym własnym podwórkuj jest ich również tysiące. Wy także macie pasję – więc czy chcecie czy nie – będziecie nią zarażać.
    Przy każdej rozmowie z pasjonatem widać, że czymś żyje. Czasem tylko na chwilę, ale serce rozmówcy rozmarza się i człowiek zastanawia się nad swoimi pasjami. Czasem – prowadzi to do zmian w naszym zyciu. Czasem nie. Ale gdyby nie pasje – to nawet jeśli duża część społeczeństwa ich nie ma – to i tak byłoby nudno. Bo tym, którym tych pasji brakuje – także byłoby nudno, gdyby nie mogli o nich posłuchać od tych, którzy je mają i realizują się w nich. :)